Monday, March 14, 2016

3. Build a website.

       Brad wychodzi koło drugiej w nocy, a Jenna odprowadza go do drzwi z na wpół sennym uśmiechem. Jest trochę zmęczona wrażeniami dzisiejszego dnia i chciałaby wreszcie położyć się spać. Porozmawiali chwilę o dwudniowym wyjeździe do Manchesteru, który czeka ich w weekend i co do którgo musieli dograć parę szczegółów.  Później Brad opowiedział o swoim nieprzyjemnym incydencie w pracy, a Jenna skłamała co do spotkania z Nicole i słowem nie wspomniała o Zaynie. Natępnie już niewiele rozmawiali.

Żegnają się pocałunkiem, co robią dosyć rzadko i zawsze wtedy Jenna czuje się niezręcznie. To tak jakby było to coś nienaturalnego, sprzecznego, ten moment wychodzenia, nawet mimo, że stara się zrobić to jak najlepiej. A przecież nie powinno się różnić to od tego, co robią przez pozostałą część wspólnego czasu. 

Kiedy zamyka za nim drzwi, zaciska mocniej wstążkę owiniętą wzdłuż szlafroka i chce wrócić do sypialni. W połowie drogi dostrzega swój telefon na komodzie, któremu mała dioda świeci na zielono, powiadamiając o nowej wiadomości. Odblokowuje więc komórkę i uśmiecha się na treść, którą dla pewności czyta siedem razy.

Nicole (22:42)
Myślę, że powinnaś to zrobić. Spotkajmy się jutro, bardzo chętnie pomogę :) dobranoc x.









Jest chwilę przed dziewiętnastą, gdy Jenna wreszcie wyjmuje z torby swój laptop i kładzie go na stoliku. Są w ich ulubionej kawiarni, na swoim ulubionym miejscu, czyli bordowej, miekkiej skórzanej kanapie. Kelner właśnie przyniósł ich zamówienie a one mogą zacząć pracować. Dziewczyna jeszcze dwa razy dziękuje Nicole za pomoc i zapewnia, że ma u niej dług. Ta jednak podsumowuje to śmiechem i mówi, że to sama przyjemność.

- Porobiłaś już skany? - pyta, przejmując komputer Jenny i włącza najszybszą przeglądarkę, korzystając z kawiarnianego wi-fi. 

- Są w folderze na pulpicie. Mogłabyś sprawdzić, czy to w ogóle się nadaje..? Miałam długą przerwę od ostatniego projektu i...

- Jenna, spokojnie. - odrywa wzrok od komputera, posyłając jej szeroki uśmiech. - Widziałam twoje prace i jestem bardziej zdziwiona, że robisz to DOPIERO teraz.  Pobawiłam się trochę wczoraj i przygotowałam dla ciebie parę szablonów. Nie są jakichś najwyższych lotów, ale na sam początek wystarczy. Z czasem pomogę ci wszystko rozbudować.

- Naprawdę nie wiem jak ci dziękować.

- Postawisz mi szarlotkę i będziemy kwita. - odpowiada, mrugając jednym okiem. Po kilku długich chwilach jej maniakalnego stukania w klawiarutę i cmokania, kiedy coś nie wychodziło odzywa się po raz kolejny. - Okej, nazwa. Najlepiej krótka, chwytliwa, ale poważna. Coś jak...

- jploudre? To moje nazwisko i pierwsza litera imienia. 

- Idealnie. - kolejna partia stukania w klawisze. - I zaczynamy zabawę... Odnośniki?
 







- ... I wtedy mówi, że zapłaci, a ja, że nie i dam sobie radę, ale on specjalnie otwiera portfel, żebym na pewno zobaczyła ile ma w środku. - Nicole przewraca oczami. - Oczywiście, że było tam dwadzieścia funtów, ale musiał wyjąć stówę, żeby mi coś udowodnić.

  Typowe buractwo, z którym dość często się spotyka, dlatego szybko podchwytuje temat.

- Raz wyszłam z przyjaciółką na sushi i siedziałyśmy przy barze. Wtedy facet obok mnie wyjął telefon i zaczął udawać, że rozmawia z salonem samochodowym o kupnie najnowszego mercedesa.

Wtedy obie śmieją się już tak głośno, że ta para stolik dalej na pewno doskonale je słyszy. Jest chwilę przed jedenastą wieczorem, a one skończyły pracę już jakiś czas temu, więc postanowiły sobie poświętować. Nicole właśnie opowiadała historię, kiedy to poszła po drugą kolejkę Bellini a ktoś próbował ją poderwać najstarszym i równocześnie najgorszym sposobem świata.

- Nie wierzę, że jakiekolwiek kobiety dają się na to złapać. - podsumowuje dziewczyna, upijając pierwszy łyk z następnej kolejki.

- Prawda?!

  Nicole wzrusza niewinnie ramionami i dopowiada:

- Przecież od grubego portfela ważniejszy jest gruby penis. 

  Jenna prawie krztusi się swoim drinkiem, niedowierzając. Kiedy spogląda na swoją towarzyszkę, która tylko uśmiecha się lekko nie może powstrzymać się od wybuchu śmiechu, którego nie może pohamować przez kolejną minutę.

  Chwilę później tuż obok ich stolika przechodzi przesadnie szczupły kelner w za dużej koszuli, więc mimowolnie obie spoglądają na siebie, rozumiejąc się bez słowa i dostają kolejnego napadu rozbawienia.

  Jenna śmieje się tak bardzo, że czuje jak łza spływa jej po jednym policzku. Ściera ją szybko dłonią, spoglądając na koleżankę wzrokiem z zakresu "patrz, co zrobiłaś!", ale ma tak dobry humor, że jest pewna, że to dopiero pierwszy raz dzisiejszej nocy.

  - Powinni nauczyć się pokazywać odpowiedniejsze... walory. 

  - O Boże.

  - Nie bądź taka pruderyjna! - upomina Nicole, wygodniej sadowiąc się tuż obok.

  - Wcale nie jestem pruderyjna, po pros... Oh, zaczekaj. -  przewraca oczami, kiedy gdzieś z dna jej torebki rozbrzmiewa dzwonek telefonu ustawiony specjalnie dla numeru Brada. Zanim jednak Jenna odkłada swojego drinka, sięga po torebkę i zaczyna ją przeszukiwać połączenie urywa się (dwa razy).

  Kiedy wreszcie znajduje komórkę i sprawdza, że ma pięć nieodebranych połączeń już chce oddzwaniać, ale Brad jak zwykle ją ubiega.

  -  Tak?

- Gdzie ty, do kurwy, jesteś?! - jad z jego głosu powoli roznosi się po ciele dziewczyny, która przełyka szybko ślinę.

  - Coś się stało? - pyta łagodnie, spoglądając kątem oka na Nicole, która zajmowała się własnym telefonem.

  Przegryza wargę.

  - Czy coś się stało?! Wydzwaniam od godziny! 

  - Nie słyszałam, możesz nie krzyczeć?

  - Nie mogę! - warczy, a ona nie przestaje upewniać się, że Nicole niczego nie usłyszy, ale dziewczyna jest zbyt zajęta piciem swojego drinka. - Gdzie, do cholery, miałaś dzisiaj być? - syczy przez zaciśnięte zęby, ale sili się na spokój. To dobrze, Jenna nie lubi, kiedy krzyczy.

  - Nie wie... Oh... - wypuszcza z płuc powietrze, i przykłada dłoń do czoła, czując wyrzuty sumienia spływające w dół wzdłuż jej kręgosłupa. Czuje, że trochę jej słabo, zawaliła. O ósmej była umówiona w salonie sukien ślubnych, żeby odebrać sukienkę na jutro. - Brad, bardzo przepraszam, naprawdę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy i...

  - Nic mnie to nie obchodzi, wysłali ci dwa maile! Płacę za twój pieprzony telefon i oczekuję, że będziesz odbierać! Nieważne czy śpisz, jesz czy bierzesz prysznic. Masz pieprzony obowiązek, żeby mieć go przy dupie!

  - Przepra...

  - Nie tak się umawialiśmy, Jeanette. Gdziekolwiek teraz jesteś radzę ci wrócić do domu i nie wkurwiać mnie do rana. Przyjeżdżam jutro o dziesiątej i mam nadzieję, że zobaczę cię w reprezentacyjnym stanie. Godzinę wcześniej ktoś przywiezie ci sukienkę, oby to był ostatni raz. - rozłącza się. 

Więc dokładnie to robi.













  Brad wysyła smsa za dwie dziesiąta, ale Jenna jest gotowa już od dziwiątej. Szybko pakuje telefon do małej kopertówki i zamyka za sobą mieszkanie. Jadą właśnie na brunch do wynajętej specjalnie na tę okazję rezydencji państwa Styles, gdzie mają spotkać się z rodzicami Brada i masą innych ważnych dla ich firmy osób. Prowadzą rodzinną agencję reklamową od prawie dziesięciu lat, mając już dwie filie. Jedną tu, w Anglii, a drugą w Nowym Jorku.

  Spędzają pierwszą godzinę na miłych pogawędkach z gospodarzami oraz ich córką, ale Jenna nie potrafi skupić się na tym w stu procentach. Miała nadzieję, że kiedy wsiądzie do samochodu Brad okaże się zapomnieć o wczorajszym wieczorze i przejdą do porządku dziennego, jednak... No właśnie. Nie zapomniał.

Kiedy tylko wsiadła nawet nie raczył się z nią przywitać, od razu pochylając się w stronę kierowcy i podając mu adres. Całą drogę spędzili więc w ciszy i przy nerwowym tupaniu dziewczyny za każdym razem, kiedy mężczyzna brał głębszy oddech.

  A później znaleźli się tutaj - wśród masy osób, przed którymi wypada udawać, więc Brad mocno owinął ramię wokół jej talii i wprowadził do salonu, unikając przepraszającego spojrzenia. 

  Jest wpół do dwunastej, kiedy Jenna czuje jak telefon w jej torebce zaczyna wibrować. Szepcze ciche "przepraszam na chwilę" do towarzystwa, odchodząc w stronę łazienki. Mija kilka obficie zastawionych stołów, ale nie jest w stanie przełknąć czegokolwiek, dopóki jest tak bardzo zestresowana zachowaniem swojego... Zachowaniem Brada. 

Wchodzi do dużej łazienki i zamyka się w środku. Spogląda na swoje odbicie w lustrze i z przykrością stwierdza, że nieprzespana noc odznacza się szarawym piętnem na jej twarzy. Jej skóra nie jest tak promienna jak zazwyczaj, wydaje się bledsza i korektor, którego użyła rano nie podołał w zasłonięciu sinych cieni. Nie chce znów się z nim męczyć, więc szybko odwraca wzrok, żeby nie zdołować się jeszcze bardziej. 

Przeszukuje torebkę w poszukiwaniu małej, różowej kosmetyczki, z którą nigdy się nie rozstaje i wyjmuje listek tabletek. Przeklina cicho, że nie wzięła nic do popicia, bo zawsze ma odruch wymiotny nawet jeśli pastylka jest średnicy trzech milimetrów. 

Wyciska jedną na otwartą dłoń i już ma chować je z powrotem, kiedy nagle zastyga w miejscu.

O Boże.

Jenna szybko odwraca się po telefon, żeby upewnić się w dzisiejszej dacie - dwudziesty pierwszy... Zerka jeszcze raz na... O Boże.

Czuje, że za chwile zemdleje.

A później umrze.

Wybiega z łazienki tak szybko, że jest pewna, że pod jej stopami podłoga płonie. Szybko odszukuje wzrokiem Brada i jedyne o czym myśli to jak najszybsze wyjście stąd, odwiedzenie apteki i... cokolwiek, byleby natychmiast stąd wyjść.

  - Kochanie? Mogę prosić cię na chwilę? - podchodzi do mężczyzny, łapiąc jego dłoń w swoje i uśmiechając się uprzejmie w stronę reszty, która od razu powraca do przerwanej im rozmowy. Odchodzą kilka metrów na wschód, gdzie jest zupełnie pusto i mogą spokojnie porozmawiać. Jenna próbuje udawać, że wcale nie widzi jego gorszącej miny i spojrzenia pełnego wyrzutu. To nie jest czas, by cokolwiek takiego mogło na nią wpłynać.

- Co jest? - warczy Brad, ale na tyle cicho, by okazało się to szeptem. Pochyla się nad dziewczyną, chcąc zasłonić ją przed pozostałymi gośćmi, bo już dostrzega jak jej dolna warga zaczyna drżeć. Zna ją na wylot, nie da się niczym zaskoczyć. Podnosi wzrok, który natychmiast zaczyna się skrzyć. - Stało się coś..? - pyta już znacznie łagodniej, chcąc uniknąć niepotrzenej sceny w środku przyjęcia, dlatego stawia na uspokojenie kobiety.

 - Po prostu... Po prostu źle się czuję, bardzo. Czy mógłbyś poprosić Diego, by odwiózł mnie już teraz? Przepraszam, ale... Przepraszam, wiem, jak to wygląda, zawaliłam wczoraj i jeszcze teraz tyle że...

- Hej, spokojnie. - przerywa jej, kiedy głos zaczyna jej się troszkę załamywać a ona sama wpada w małą panikę. Kładzie dłonie na jej szczuplutkich (może odrobinę za bardzo) ramionach i naciska palcami gładką, odkrytą skórę. Milknie, ale jej oddech nie stabilizuje się. Mężczyzna unosi brwi i próbuje zajrzeć w jej twarz, którą ukrywa od początku rozmowy. Dotyka palcem jej brody i delikatnie unosi. - Uspokój się, dobrze? I powiedz co się dzieje. Coś cię boli?

- Nie.

- Więc co się dzieje? To przyjęcie naprawdę nie potrwa długo, jesteś pewna, że nie dasz rady wytrzymać tych paru godzin?

- Proszę... Nie.

- W porządku. - odpowiada cicho, kiedy znów zaczęła się spinać, a jej obojczyki, których nadal dotyka stają się jakby bardziej wyczuwalne, kiedy odchyla głowę. - W porządku, chodźmy. Diego czeka na parkingu, zadzwonię, żeby podjechał pod wejście. Minuta, dobrze?

Jenna kiwa głową, a on nie odstępuje jej na krok, wysyłając wiadomość do swojego kierowcy.
 










Podjeżdżają pod jej blok niecałe pół godziny później. Cała droga minęła im w ciszy, przerywana jedynie niespokojnym stukaniem dziewczyny o materiał tylnej kanapy. Co chwilę zagryzała dolną wargę i przez cały czas powstrzymywała się od płaczu.

Jenna żegna się kilkoma słowami z Bradem, nie odzywając się już nawet do Diego, gdy wysiada prędko z samochodu i kieruje się w stronę klatki schodowej. Udaje, że zdecydowanie zbyt długo szuka kluczy, dopóki kątem oka nie spostrzega jak czarny SUV nie odjeżdża. Natychmiast schodzi i niemal biegnie w stronę apteki, która znajduje się jakieś sto metrów od jej mieszkania.

Już nie kryje swojego zdenerwowania, kiedy prosi farmaceutkę o pięć opakowań testów ciążowych różnych firm i nawet jej nie dziękuje, chcąc jak najszybciej poznać prawdę.

Kiedy tylko przestępuje próg i podnosi wzrok, chcąc upewnić się, że żaden nieostrożny rowerzysta nie zamierza zajechać jej drogi dostrzega ten sam samochód, który opuściła niecałe dziesięć minut wcześniej. Brad stoi na zewnątrz, opierając się plecami o tylne drzwi i ruchem głowy nakazuje jej wejść do środka. 

Jak tylko oboje znów siedzą wewnątrz, Brad bez ogłady wyrywa jej reklamówkę z ręki od razu lustrując wzrokiem jej zawartość. Jenna myśli, że to już koniec, ale wtedy mężczyzna pochyla się do przodu i syczy pełną pogardy i gniewu wskazówkę do kierowcy.

- Do mnie, Diego.

 



_______________
Jest i część trzecia. Mam nadzieję, że się spodoba :) Byłoby mi także niezmiernie miło gdybym mogła przeczytać waszą opinię w komentarzu :) wszystkiego dobrego i do zobaczenia przy następnym!
PS. Postaram się, żeby następne części były dłuższe :)

4 comments

  1. Hej!
    Dopiero co znalazłam Twojego bloga ,lecz już przeczytałam jak na razie te 3 rozdziały. Do OneShotów przejdę później jeżeli pozwolisz :)
    Chciałabym na wstępie powiedzieć Ci ,że bardzo podoba mi się Twój pomysł na tą historię. Już kiedyś czytałam coś podobnego ,lecz to co napisałaś Ty podoba mi się bardziej. Piszesz to w taki sposób ,że czyta się to z lekkością i nie miałam czegoś takiego ,że musiałam czytać zdanie dwa razy by zrozumieć jego sens. A to wielki plus osoby ,która pisze. Masz bardzo ładny szablon co jest dodatkowym plusem ,jednak jak dla mnie czcionka jest odrobinkę za mała ,a kolor zlewa się z tłem. Być może ,że tylko ja to tak odbieram ,gdyż mam wadę wzroku i noszę okulary. Natomiast wiem ,że nie tylko ja mam wadę wzroku i dla niektórych może być uciążliwe to zlewanie się tła z literami i ich wielkość. Zastanawiałam się nad przerwami między dialogiem a normalnym pismem i nad wielkimi przerwami przy akapitach. Jeżeli dla Ciebie to wygodne to okej ,jednak mnie to troszkę kłuje w oczy. Nie odbierz tego jako obrazę ,bo wyrażam tylko swoją opinię nie chcąc Cię urazić . Sama dopiero zaczęłam pisać swojego bloga ,dlatego nie mogę powiedzieć Ci czegoś złego ,gdy siedzisz w tym dłużej niż ja :) Z racji tego ,że widzę u Ciebie zakładkę SPAM ,zostawię tam adres do siebie i mam nadzieję ,że zajrzysz i zostawisz swoją opinię, która dla mnie jest bardzo ważna ,bo masz rewelacyjną lekkość w pisaniu. Zajrzę do Ciebie jeszcze nie jeden raz :)
    Pozdrawiam , Iga <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hej :) Bardzo dziękuję za tyle miłych słów na temat historii jak i szablonu ;) I pewnie, zapraszam do siebie o każdej porze dnia i nocy! haha :D

      Tak, rozmiar czcionki to coś nad czym muszę popracować i zrobię to przy wstawieniu kolejnego shota już bardzo niedługo ;) Myślę, że to, że literki zlewają ci się z tłem jest przyczyną właśnie ich małego rozmiaru, ponieważ nie mam pojęcia jaki inny kolor dobrze by tu wyglądał, próbowałam parę razy i nic z tego. Taki niewdzięczny kolor tła :p

      Pewnie, kiedy tylko znajdę chwilkę wejdę na twojego bloga, robię to z większością linków jakie znajdę w zakładce SPAM :)

      Co do tych przerw między akapitami i dialogami to zdania są podzielone. Ja wolę czytać w taki sposób u innych, ponieważ po prostu wydaje mi się to bardziej przejrzyste ;)

      Pozdrawiam również :) xxx

      Delete