Tuesday, October 22, 2013

4. Like lost sheep between wild wolves.

         Chłopak natychmiast pociągnął Leilę za rękę w stronę kuchni. Był czymś wyraźnie zdenerwowany, patrzył na nas nieobecnym spojrzeniem i był tak zdeterminowany, że dziewczyna niemal nie przewróciła się na podłogę, kiedy szarpnął ją, a ona potknęła się o własne nogi. Wymieniłam zdezorientowane spojrzenie z Justine, a ona wzruszyła prędko ramionami. Jak na znak obie podniosłyśmy się z miejsc, nie ruszając jednak w tamtą stronę. Czułam, że coś było nie tak, moje ciało automatycznie się spięło i nie mogłam się ruszyć. Widziałam to w nim, dostrzegłam przez te dwie sekundy, podczas których mogłam uważnie mu się przyjrzeć.

   - Cloudy znajdź apteczkę, jest gdzieś w łazience na dole. - usłyszałam głos kuzynki, kiedy już wyłoniła się zza kuchennej ściany.

Włożyła na siebie bluzę, która wisiała na wieszaku przed drzwiami wejściowymi i wyjęła z jej kieszeni pęk kluczy. Rzuciła je w stronę siostry w tym samym momencie, w którym dołączył do niej chłopak. Położył szybko dłoń na jej plecach, pchając do wyjścia i pospieszając nerwowo, ciągle jednak starając się nawet nie spoglądać w naszą stronę. Co się do cholery działo?!

   - Justine, biegnij i otwórz pralnię! - krzyknęła na odchodnym i oboje wybiegli z mieszkania.

          Pędem rzuciłam się do łazienki, chcąc jak najszybciej znaleźć tę pieprzoną apteczkę. Po co?! On nie wyglądał na rannego czy chorego, a poza tym po co Justine miałaby otwierać pralnię?! Szarpnęłam za klamkę odpowiednich drzwi, upewniając się, że wujek z ciotką nie mogą mnie usłyszeć. Chociaż wyraźnie mówili, że idą już spać to musiałam robić wszystko, żeby nie zachciało się żadnemu z nich sprawdzić co to za hałasy w przedpokoju. Wplotłam dłonie we włosy, zastanawiając się gdzie może leżeć to pudełko i zaczęłam nerwowo przeszukiwać każdą szafkę aż w końcu napotkałam białe opakowanie z namalowanym na środku czerwonym krzyżem. Przyjrzałam się temu ostatni raz i wyleciałam na zewnątrz jak oparzona.

         Rozejrzałam się wkoło i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie, do cholery, była pralnia. Ogarnęłam wzrokiem cały ogród i dopiero po chwili zobaczyłam idącą w moją stronę młodszą kuzynkę, która z dłonią przytkaną do ust postanowiła mi pomóc.

    - Zanieś im to tam. - pokazała wskazującym palcem na uchylone drzwi. - Ja nie mogę na to patrzeć. - pomachała dłonią na znak, że coś ją przerosło.

             Na co nie mogła patrzeć?!
         Moja nieokiełznana ciekawość wygrała ze zdrowym rozsądkiem, który krzyczał do mnie, żebym najpierw dokładnie przeanalizowała jej słowa, a dopiero później gnała do tamtego pomieszczenia. Na marne, sekundę później już stałam przed stromymi schodami, prowadzącymi w dół.

         Światło było zapalone, a na dole rozpościerał się widok zwykłej piwnicy, gdyby nie tylko czyjeś ciche jęki i zdenerwowany bełkot mieszkanki dwóch różnych głosów. Damskiego i męskiego. Złapałam się drewnianej poręczy i zeszłam powoli ze stromych schodów, patrząc uważnie pod nogi, bo miałam wrażenie, że za chwilę się na nich zabije. Były jak rodem wyjęte z horroru, a w połączeniu z tymi odgłosami dochodzącymi do mnie jakby z podwójną siłą tworzyły najprawdziwszy obraz kryminału, którego stałam się członkiem.

        Kiedy moje stopy twardo już dotknęły zimnego podłoża, obejrzałam się za siebie i... Boże.

        Dwa metry przede mną leżał ledwo przytomny Zayn, oparty plecami o białą, dużą pralkę i z pochyloną mimowolnie głową. Poznałam go od razu po charakteryzującym go tatuażu na przedramieniu. Widziałam jak jego klatka piersiowa nienaturalnie wysoko podnosi się i opada w rytm nierównego, głębokiego oddechu. Sparaliżował mnie ten widok. Widziałam na jego białym t-shircie kilka ciemnoczerwonych plam krwi, a z ust wydobywała się ciągle ciecz o podobnym kolorze. Widziałam jedynie jego czoło, kiedy głowa bezwiednie opadła mu na mostek i potargane, czarne włosy, które jeszcze po południu były zachowane w idealnym ładzie. Leila właśnie zabrała się do wycierania jego twarzy, kiedy pojawił się po jego drugim boku chłopak, który wparował do naszego salonu zaledwie trzy minuty temu.

   - Długo będziesz się tak gapić?! - warknął, wstając z miejsca z impetem i wyrywając apteczkę z moich rąk. Kucnął przy zmarnowanej postaci przyjaciela i drżącymi dłońmi otworzył zabezpieczenie.

   - Nie drzyj się na nią! - upomniała go moja kuzynka trochę głośniej niż przewidywała, bo jej donośny głos roztoczył się po całym pomieszczeniu.

         On coś jej odpowiedział i zaczęła się między nimi wymiana zdań, której już nie słyszałam, bo całą moją uwagę przykuł Zayn, który właśnie dostał skurczów żołądka i zwymiotował prosto na swoje kolana. Okropny odór doszedł do moich nozdrzy niemal natychmiast, ale nawet się nie skrzywiłam, bo w mojej głowie zaczął działać syndrom córki lekarza. Leila cicho uspokajała Mulata, ścierając z jego twarzy resztki wymiocin.

   - Może mieć wstrząs mózgu. - wyrwało mi się, ale nadal nie poruszyłam się choćby o milimetr.

          Wymioty po wypadku, bójce czy czymkolwiek co działo się z ciałem bruneta od razu na myśl przywodziły mi taką diagnozę. Mama kiedyś mi to tłumaczyła, kiedy siedziałam z nią na ostrym dyżurze, bo nie miał kto zająć się taką małolatą jak ja, a ona dostała nagłe wezwanie do szpitala. I choć nigdy nie widziałam jej pacjentów to to, co zasłyszałam w pokoju lekarzy wystarczało mi do pogłębienia mojej medycznej wiedzy.

   - Co? - sapnęła kuzynka, marszcząc brwi i rzucając mi pełne niezrozumienia spojrzenie.

   - Skończ pierdolić! - wrzasnął ponownie chłopak, którego imię całkowicie wyleciało mi z głowy. - Jest pijany to, kurwa, rzyga! - i jak na zawołanie na jego kolanach pojawiła się kolejna dawka wymiotów przyjaciela, na co zareagował delikatnym uderzeniem w policzek Zayna. Ten oparł tył zmęczonej głowy o pralkę i wziął kilka głębszych oddechów, pozwalając, żeby tamta dwójka zajęła się rozcięciem na jego brwi i płytką, jednak bezustannie krwawiącą raną po boku jego opalonego brzucha.

   - Nie śpij! - upomniał go lokowaty, ciągnąc go delikatnie za włosy. - Jak ja cię potem do samochodu dowlekę?!

   - Wiesz, co mogło mu się stać? - szepnęła blondynka, odgarniając kosmyk włosów za ucho.

   - Domyślam się. - burknął w odpowiedzi. - Ale obym się mylił. Muszę oddać jeszcze dzisiaj samochód. - powiedział, nawet na nią nie spoglądając.

   - Zadzwonię do Liama. Chodź Claudia. - wstała z miejsca i chwytając mnie za dłoń wyprowadziła z piwnicy.





~*~






         Wtorek zleciał identycznie jak jego poprzednik poniedziałek. Wynudziłam się trochę na lekcjach, bo wszystko oprócz genialnych matematycznych permutacji, których nie zrozumiem chyba nigdy, przerabiałam w Anglii. Josey spóźniła się na biologię i siedziałam pół lekcji całkiem sama, trochę nie nadążając za notatkami, bo pani Brady uwielbia gadać jak nabuzowana i nie zważała na to, że ktoś może najzwyczajniej w świecie wolno pisać, jak ja. Niall też nie był dziś skory do rozmów, ciągle ktoś z grupy go o coś zagadywał, więc zamieniliśmy tylko kilka słów na temat pogody i tego, że siedział prawie dwie godziny nad pracą domową, kiedy ja uwinęłam się w czterdzieści minut. Obiad zjadłam z Leilą, Louisem i Eleanor - jego śliczną, choć trochę zbyt pewną siebie dziewczynę-cheerleaderkę. Reszta towarzystwa gdzieś zaginęła. Próbowałam podpytać kuzynkę o Zayna i całą tą wczorajszą sytuację, ale milczała, urywając szybko temat i tłumacząc, że on już tak ma i żeby się tym za bardzo nie przejmować, bo lubi przesadzać.

          Skłamałabym, gdybym powiedziała, że całkiem na luzie podeszłam do sprawy z moim pierwszym treningiem. Przez cały tydzień kandydatki do drużyny miały trenować razem z reprezentacją, a w piątek miałyśmy dowiedzieć się, która przechodzi. Cała obecna drużyna i trener mieli obstawiać nową zawodniczkę na puste miejsce. Poza tym były jeszcze dwa miejsca na ławce rezerwowych, więc w sumie skład potrzebował trzech nowicjuszek.

          Przebrana w strój i zdenerwowana równie mocno jak przed pierwszym dniem szkoły związywałam włosy w kucyk przed małym lustrem w łazience w szatni. Grzywkę upięłam wsuwkami tak, aby żaden kosmyk nie przeszkadzał mi w ćwiczeniach. Opowiedziałam o moich planach wczoraj mamie w związku z dołączeniem do drużyny. Cieszyła się i twierdziła, że to najszybszy sposób, żeby odnaleźć się w nowym miejscu. Wypytywała o szkołę, o Leilę i Justine, wujka i ciotkę, nawet zastanawiała się czy Coke to dalej takie bydle. Znów nie widziałam się z ojcem, ale nic o tym nie powiedziałam. Czułabym się niezręcznie gdybym po roku nieobecności zobaczyła go w ekranie mojego laptopa. Wiem, że mama wywoływała moje najnowsze zdjęcia, żeby mu je pokazać, czasem też kilka mu wysyłałyśmy, ale to nie to samo... Pokiwałam przecząco głową, żeby jakoś odgonić od siebie te smutne myśli i przegryzłam wargę. Mogłam ruszać.

        Rzuciłam przelotny uśmiech dziewczynie, która właśnie mijała mnie w drzwiach i siląc się na pewny krok wyszłam na salę gimnastyczną.

          Pytanie za dziesięć punktów, jak rozpoznać nowicjuszki od stałych reprezentantek? Otóż te pierwsze miały na sobie zwykłe białe t-shirty, buty do biegania i krótkie spodenki, a te drugie krótkie topy, odsłaniające brzuch i spodnie, które bardziej przypominały opięte, sportowe majtki. Wszystkie były szczupłe, wysportowane i zadbane. Przyłapałam się na tym, że szukałam wzrokiem mojej najlepszej koleżanki Perrie Edwards. Blondynka była jedną z niższych zawodniczek i właśnie uroczo zaśmiewała się z jakiegoś żartu czarnowłosej koleżanki, która rozgrzewała ramiona. Makijaż nadal szpecił jej naturalność, a burza zniszczonych od farbowania włosów grzecznie siedziała upięta w wysokiego koka na samym czubku głowy. Zauważyła mnie, bo spojrzała w moją stronę, ale całkowicie to olała. Cóż, lepsze to niż kolejne cyrki na boisku...

         Zaczęłam rozgrzewkę i starałam się ukryć zdenerwowanie. Zaczęłam od karku, ramion i szyi, a kiedy schyliłam się, żeby trochę tak powisieć usłyszałam obok ucha roześmiany, niski głos i jak na zawołanie wyprostowałam plecy, zaskoczona przyglądając się chłopakowi.

   - Dzień dobry. - uśmiechnął się szeroko blondyn w szkolnym stroju sportowym drużyny rugby, a raczej tylko w bluzce i luźnych spodenkach. Nie miał na sobie maski ani tej specjalnej koszulki. Wyglądał raczej jakby miał lecieć grać w kosza, ale moja szkoła nie miała takiej drużyny w tym roku. Podobno nie było na to ani pieniędzy ani dobrych zawodników, w których można by inwestować.

   - Niall! - odruchowo poprawiłam włosy i uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę, mierząc go uważnym spojrzeniem. W takiej wersji zdecydowanie lepiej wyglądał niż w tej zupełnie szkolnej. Teraz mogłam przyjrzeć się jego ramionom z ładnie zarysowanymi mięśniami i potarganym uroczo włosom.

   - Nie mówiłaś, że chcesz dołączyć do dziewczyn. - wskazał brodą na moją drużynę.

   - A ty nie mówiłeś, że grasz! - odpowiedziałam, splatając ręce na brzuchu.

   - Horan! - usłyszałam gdzieś za nami i oboje od razu się tam obróciliśmy.

           Chłopaka wołał... On. Ten bezimienny chłopak, który przywlókł wczoraj Zayna do naszego domu. Wyglądał na totalnie zmęczonego. Miał na sobie dokładnie to samo, co Niall tyle że na głowie miał zawiązaną dodatkowo zieloną bandamę, która jeszcze bardziej powiększała chaos na jego głowie. Zauważył, że mu się przyglądam, bo utkwił we mnie chłodne spojrzenie, a ja natychmiast wróciłam wzrokiem do mojego jasnowłosego kolegi.

   - Powodzenia. - rzucił na odchodnym i minął mnie, kierując się w swoją stronę.

            Idealnie... Zostałam rozproszona przed...
   - Ustawcie się w dwuszeregu! - krzyk trenera i dźwięk jego gwizdka przeciął powietrze. Od razu podleciałam do grupki dziewczyn i stanęłam za jakąś wysoką szatynką. - Daniels nie wie, co to jest dwuszereg?! - rzucił w stronę zagubionej blondynki z prawej. - No już!

            Dziewczyna zajęła wskazane miejsce, a mój wzrok dokładnie w tym samym momencie odnalazł Perrie. Stała obok trenera w rękach trzymając piłkę do siatkówki i podśmiewywała się pod nosem, spojrzeniem błądząc po każdej dziewczynie w rzędzie.

   - Edwards jako kapitan poprowadzi dzisiejszy trening. - poinformował, splatając dłonie za sobą i stając w większym rozkroku. - Zagracie mecz, dziewczyny muszą ocenić wasze umiejętności.

   - Każda drużyna dostanie dwie graczki! - wtrąciła blondynka. - Ja będę sędziować. Nie ważne, która grupa wygra, będziemy przyglądać się każdej z was z osobna i ocenimy wasz potencjał i zaangażowanie. Jeśli spełnicie te warunki najlepiej, a wasza technika będzie do przyjęcia możecie być pewne swojego miejsca na dalszych treningach. I pierwszym meczu z Grengeville High!

   - Rozgrzane? - dopowiedział mężczyzna. - Więc do roboty!

             Dziewczyna szybko zaczęła dzielić wszystkich na dwie przeciwne drużyny. Wszystkie laski łase na wolne miejsca patrzyły na siebie z determinacją i ze sztucznymi uśmiechami poprzyklejanymi do opalonych twarzy. Zagryzłam dolną wargę i czekałam aż ktoś zawoła mnie do siebie.

   - Pani Zarozumiała do drużyny B. - wyszczerzyła się do mnie Perrie, pokazując dłonią, żebym dołączyła do trójki po jej lewej stronie. Zignorowałam jej przezwisko i grzecznie podeszłam do wyznaczonego miejsca.

              Kiedy już zostałyśmy podzielone i kierowałyśmy się na odpowiednią połowę boiska podsłyszałam jak ta ładna brunetka, która nie odstępowała KAPITAN ani na krok zapytała o Zayna. Mój słuch się wytężył i aż cisnęło mi się na usta, żeby powiedzieć jej, że nawet nie potrafiła przypilnować swojego chłopaka, który wczoraj w mojej piwnicy...

   - Złapał grypę. - wzruszyła ramionami. - Chciałam go odwiedzić, ale podobno jeszcze zaraża.

              Albo po prostu ma obity ryj i wciska ci jakieś kity. 
              Swoją drogą jaki sens miałoby okłamywanie własnej dziewczyny? Nie miałam pojęcia, ale jedyne o czym myślałam to to, że musiałam skupić się na treningu.











              Obyło się bez serii przykrych docinek ze strony farbowanej blond wiedźmy. Moja drużyna przegrała pięcioma punktami, ale graczki kazały się tym nie przejmować, bo poziom gry był wyrównany, a one po prostu miały więcej szczęścia. Edzia chyba wpadła na pomysł, że lepiej mnie po prostu unikać i ignorować, co, nie ukrywałam, bardzo mi odpowiadało. Miałam jej dosyć od samego oglądania jej postaci...

              Prysznice wyglądały tutaj identycznie jak w filmach. Brałyśmy prysznic wszystkie razem, ale nie było to tak krępujące jak mogłoby się wydawać. Było osiem natrysków i każda z dziewczyn stała przodem do ściany, więc tak na dobrą sprawę widać było jedynie ich nagie plecy.

              Kiedy byłam już przebrana i gotowa do wyjścia znów usłyszałam cichą rozmowę.

   - Harry z nim rozmawiał. - wzruszyła ramionami Pezz. - Mówił, że ma gorączkę i śpi z miską obok łóżka. Mam nadzieję, że do soboty mu przejdzie... Nie wyobrażam sobie, żeby nie poszedł na imprezę do Louisa! Przecież to już tradycja, pierwszy weekend zawsze spędza się u Tomlinsonów. - zaśmiała się, a brunetka jej zawtórowała. - W każdym razie jak tylko lepiej się poczuje sprawdzę co u niego.

              Mój mózg przeanalizował dwie ważne informacje. Pierwsza to ta, że chłopak od Zayna to Harry. Druga natomiast to ogarnięcie czemu Leila tak spięła się na ojca za tą sobotę i automatycznie zrobiło mi się smutno, znowu z dwóch powodów. Przeze mnie Dash musiała siedzieć w naszym salonie i grać w scrabble zamiast bawić się z przyjaciółmi, a po drugie... Pewnie większość uczniów się tam wybiera, a mnie nawet nikt by tam nie zaprosił... Podniosłam torbę z wieszaka i wyszłam z szatni, rzucając do nowych koleżanek krótkie "Bye!" na co odpowiedziały tym samym, uśmiechając się przyjaźnie.

             Od razu skierowałam się do lustrzanej sali, gdzie miała czekać na mnie kuzynka. Było to miejsca, gdzie ćwiczyli tancerze. Nawet nie wiedziałam, że blondynka miała takiego świra na tym punkcie, uwielbiała taniec i chciała związać z nim swoją przyszłość. Marzył jej się Julliard w NYC, na co rodzice nie byli zbyt zadowoleni. Podobno odradzali jej niepewne życie artysty. Ale ona nie słuchała, wciąż śnił jej się Broadway...

   - Cloudy! - usłyszałam za sobą. Podeszłam do dziewczyny. - Justine potrzebowała samochód prędzej, bo jechała do pracy ojca. - opowiadała, szukając czegoś w swojej torebce. - Ale załatwiłam nam zastępstwo. - uśmiechnęła się i wyjęła telefon, odblokowując dotykowy ekran. - Wrócimy z Harrym. Chodź, pewnie czeka już na parkingu.

1 comment