Monday, February 29, 2016

1. The girl next door.

Los czasem lubi być przewrotny, złośliwy i groteskowy, i Jenna właśnie dzisiejszego popołudnia ma okazję się o tym przekonać. Rzecz dzieje się w nowowybudowanym osiedlu  w Notting Hill.  Jest to jedna z dzielnic Londynu, uważana zwykle za stosunkowo zamożną i modną, znana z wysokiej klasy restauracji oraz markowych sklepów i nigdy nie cichnącej muzyki. Można ją także skojarzyć ze słynnym filmem o tym samym tytule z Julią Roberts i Hugh Grantem w rolach głównych (swoją drogą była to chyba pierwsza komedia romantyczna jaką Jenna w swoim życiu obejrzała). 

W każdym razie od jakiegoś tygodnia Jenna zamieszkuje małe, dwupokojowie mieszkanko na drugim piętrze w klatce C6. Wprowadziła się po podjęciu trudnej i pełnej wyrzeczeń decyzji o pozostaniu w Anglii, kiedy jak dotąd całe jej dwudziestojednoletnie życie obracało się wokół niedużego miasta w środkowej Francji. Dopiero dwa ostatnie lata spędziła na paryskim uniwersytecie na kierunku Fashion Design, którego niegdy nie ukończyła.

Wracając do przewrotności losu, Jenna - a właściwie Jeanette (nigdy nie używała swojego pełnego imienia jeśli nie musiała) - stoi od dziesięciu minut przed swoimi drzwiami od mieszkania w kolorze dębu antycznego i jest pewna, że ktoś ją okradł. Poprzez "ktoś" ma na myśli samochód Brada, który miał czelność wyjąć z jej torebki klucze. Tak, to właśnie miało miejsce.

Klnie pod nosem w swoim ojczystym języku i unosi kolano w górę, opierając na nim swoją nową torebkę od Jimmy'ego Choo z jesiennej kolekcji. Nie jest duża i ma specjalną przegródkę na klucze, więc Jenna naprawdę nie rozumie dlaczego...

- Merde! - warczy cicho pod nosem, ponieważ do wieczora zostało jej naprawdę niewiele czasu, a o dwudziestej trzydzieści miała czekać na nią taksówka. - clés putain*...

  - W porządku? - słyszy gdzieś za sobą i od razu sztywnieje.

Sekundę zajmuje jej głupie wytrzeszczenie oczu, sparaliżowanie kręgosłupa i przygryzienie dolnej wargi. Kiedy zaraz po tym słyszy cichy chichot zaciska mocno powieki i bierze głęboki oddech, wciąż jednak się nie odwracając. Patrzy przed siebie (na cudowny brąz jej drzwi wejściowych) i odchrząka.

- Tak, ja tylko... Cholera! -  wysmyka jej się kolejny raz, tym razem juz po angielsku, kiedy nagle prostuje nogę a z jej torebki wypada kosmetyczka. 

Ten dzień to chyba jakiś żart...

W odpowiedzi słyszy tylko odrobinę głośniejszy, męski śmiech i wtedy już wie, że nic jej nie uratuje. Pochyla się ostrożnie (ponieważ jest czerwiec, jest gorąco, a ona ma na sobie naprawdę krótką sukienkę) i zbiera z podłogi konturówkę do ust, która zapewne cała pogruchotała się w środku. Wieczorem będzie ją opłakiwać.

- Potrzebujesz pomocy? - głos znów rozbrzmiewa na korytarzu, więc Jenna wreszcie patrzy za siebie.

Kilka metrów za nią stoi jakiś mężczyzna. Niezbyt wysoki, przewyższa ją najwyżej kilka centymetrów, ciemnoskóry z zarostem zdobiącym jego żuchwę. Uśmiecha się półgębkiem, ale w sposób stosunkowo uprzejmy. Jenna podejrzewa, że to któryś z jej sąsiadów, których jeszcze nie zdążyła poznać.

Mężczyzna robi jeszcze parę kroków w jej stronę aż nie dzieli ich odległość wycieraczki. Z takiej odległości jest w stanie zauważyć także jego duże, brązowe oczy i grzywkę trochę opadającą na czoło pewnie za sprawą upału na zewnątrz. Ma na sobie czarne długie spodnie i t-shirt w tym samym kolorze, co tworzy śmieszny kontrast z jej białą bawełnianą sukienką. Kiedy już Jenna ma zapytać dlaczego stoi tak blisko on wreszcie się odzywa.

- Jestem Zayn, mieszkam tam. - mówi, pokazując na mieszkanie C7 po drugiej stronie korytarza. - Chyba nie mieliśmy jeszcze okazji, żeby się poznać, prawda?

Wyciąga dłoń, którą Jenna delikatnie ściska. Jest chłodna, a jego palce stanowczo zaciskają się na jej skórze. Mruczy cicho swoje imię wciąż z małym zażenowaniem (naprawdę ma nadzieję, że Zayn nie mówi po francusku...). Damy nie przeklinają.

- Wydajesz się być trochę zdenerwowana. - Bystrzak, Jenna chce przewrócić oczami.

Zayn niezbyt subtelnie mierzy ją wzrokiem na co unosi brwi do góry i czeka aż napotka jego spojrzenie. Mężczyzna po raz kolejny śmieje się, czekając na jej odpowiedź.

- Myślę, że zgubiłam klucze do mieszkania. - mówi ze zrezygnowaniem. Przymyka oko na brak dyskrecji sąsiada, bo w końcu miłe sąsiedztwo to dobry pierwszy krok, czy coś... - Prawdopodobnie zostawiłam je w aucie znajomego. - wyznaje i unosi dłoń, przecierając delikatnie swoje czoło. 

- Dzwoniłaś? - pyta, na co dziewczyna kręci przecząco głową. - Może masz ochotę na herbatę? 

Co?

- Trochę się spieszę, także...

- I tak będziesz tu czekać na swojego znajomego, prawda? Nie milej byłoby to robić w towarzystwie? - puszcza jej oczko i pokazuje dłonią, by wyminęła go w drodze do jego mieszkania.  - Poza tym w końcu możemy się poznać a nie mijać się bez słowa w windzie. 

Minęła go w windzie? Ups.

Uśmiech Zayna poszerza się a Jenna automatycznie to odwzajemnia. Zawsze miała słabość do ciemnowłosnych, przystojnych mężczyzn z zarostem.

Mija go i kieruje się do drugich drzwi od lewej, które jej wskazuje. Stukot jej obcasów niesie się echem po całym piętrze, a ona czuje jak mężczyzna mierzy wzrokiem jej sylwetkę, ale nie przykłada do tego wagi. Jest przyzwyczajona.

Zatrzymuje się, czekając aż otworzy przed nią drzwi. Wymieniają jeszcze krótki uśmiech zanim Jenna przekracza próg mieszkania.

Jest dość... surowo. Chyba tak by to określiła. Mebli jest niewiele, kolor ścian jest ciemnogranatowy i w pomieszczeniu nie ma praktycznie żadnych ozdób. Na zachodniej ścianie dostrzega ogromne rozsuwane lustro, na środku dwie kanapy, duży telewizor, ławę i regał z książkami. Jest... minimalistycznie.

Zayn zaprasza ją do kuchni, która także utrzymana jest w tak ciemnej kolorystyce. Szare kuchenne blaty zajmują znacznie większą część niedużej powierzchni i Jenna jest trochę zaskoczona nie dostrzegając na nich praktycznie nic oprócz ręcznika papierowego i kuchenki mikrofalowej. Zayn musi być pedantem.

Zajmuje miejsce przy wyspie kuchennej i zgadza się na kawę, którą proponuje jej mężczyzna. W czasie, kiedy on krząta się przygotowując napój Jenna korzysta z okazji i szybko wykręca numer Brada, którego zresztą ma na szybkim wybieraniu.

Kiedy połączenie zostaje nawiązane ma chwilę by spojrzeć na zdjęcie kontaktu, które ustawili kiedyś po drugiej lampce wina. To zdjęcie z Rzymu, sprzed kilku miesięcy. Stoją na nim we dwoje w świetle zachodzącego słońca na tle koloseum a ręka Brada owinięta jest wokół jej talii.

Brad jest wysoki, dobrze zbudowany i zawsze ma idealną fryzurę a jego oczy są łagodne i ciągle delikatnie przymknięte. Jenna widzi, że dobrze wygląda przy jej boku, kiedy sama jest niewiele od niego niższą, szczupłą blondynką. Lubi to zdjęcie, wiąże z nim wiele dobrych wspomnień.

Odbiera po trzecim sygnale.

- Tak? - odzywa się jego lekko zniekształcony przez telefon głos, a w tle słychać delikatne dźwięki muzyki. Pewnie samochodowego radia, Jenna chce odetchnąć z ulgą, że nie może być gdzieś daleko.

- Czy nie zostawiłam u ciebie kluczy? - pyta, kątem oka obserwując Zayna, który napełnia czajnik wodą. - Myślę, że... Myślę, że mogły mi wypaść, wiesz...

Nie kończy, ale Brad doskonale wie co ma na myśli, kiedy wybucha cichym śmiechem.

- Wątpię, poszukaj jeszcze raz.

- Nie mam ich. Nie możesz tu wrócić? To zajmie tylko chwilę i...

- Nie, skarbie. - mówi łagodnie. Brad prawie zawsze jest spokojny. - Jestem już w drodze do Dartford, nie mogę się wrócić. Za godzinę mam tam spotkanie.

Jenna wygodniej wsuwa pupę w płytki hoker i przesuwa palcami po skórze nad lewą brwią. Wydycha ciężko powietrze z ust, ponieważ nie ma pojęcia co zrobić.

- Brad, nie mam jak się dostać do mieszkania. Jeśli będę na Ciebie czekać wtedy nie zdążymy na czas pojawić się w...

- Musimy się tam pojawić. Nie mam pojęcia jak to zrobisz, ale przyjeżdżam po ciebie o wpół do dziewiątej i koniec. Nie zamierzam czekać. Prowadzę, do zobaczenia wieczorem. - mówi na końcu i szybko rozłącza połączenie. Jenna jeszcze przez chwilę trzyma telefon przy uchu, przeczesując palcami długie, jasne włosy. A później pyta Zayna, czy zna jakiegoś ślusarza, który byłby w stanie załatwić sprawę ze zmianą zamka maksymalnie w godzinę. 

- Parę tygodni temu Harry zatrzasnął tu swoje klucze, kiedy akurat byłem u rodziny. - zastanwaia się brunet, podchodząc do swojej komórki, którą położył na blacie, kiedy tylko wszedł. - Napiszę do niego, może jeszcze ma numer.

- Będę zobowiązana. - mruczy Jenna, sięgając wreszcie po filiżankę nad którą unosi się jeszcze para a gorzki zapach dociera do jej nozdrzy. Upija pierwszy łyk i prawie krztusi się, słysząc odpowiedź.

- No ja myślę.

Kiedy odkłada napój z powrotem na podstawkę uśmiecha się lekko i kręci głową w niedowierzaniu. Rzadko spotykała w ostatnim czasie tak otwartych ludzi, którzy żartowali jakby znali ją od piaskownicy. Jest raczej przyzwyczajona do świata, gdzie towarzystwo wydaje się dosyć hermetyczne, bardzo poważne i przekonane o własnej wyższości. Ale zawsze ją tam ciągnęło.

Kiedy czekają na odpowiedź niejakiego Harry'ego, zaczynają zwyczajną rozmowę. Zayn dopytuje czy poznała kogokolwiek z sąsiadów i ostrzega ją przed starszym mężczyzną z trzeciego piętra, który regularnie urządza u siebie nocne schadzki klubu emeryta. Jenna jest uprzejma, chichocze, kiedy uznaje, że powinna i pokazuje swoje zainteresowanie rozmową kilkoma prostymi wtrąceniami. Zayn jest miłym facetem, a prawie każda jego wypowiedź kończy się małą próbą flirtu. Jenna już go lubi, uwielbia odważnych ludzi.

Po paru minutach telefon mężczyzny brzęczy, powiadamiając o nowej wiadomości. Zayn odczytuje smsa, po czym kładzie telefon z powrotem na ladzie i przesuwa go w stronę dziewczyny, która szybko spisuje numer na swoją komórkę.

  Ślusarz obiecał, że będzie u niej za dwadzieścia minut, a ona dziękuje, czując jak cały stres powoli opuszcza jej ciało. Nie może zawieść Brada, już od dawna planowali to wyjście i dobrze zdawała sobie sprawę jak wielkie ma to dla niego znaczenie. 

  Wracają do swojej pogawędki, a Jenna czując się znacznie bardziej rozluźniona zaczyna nawet ciut więcej mówić. Opiera łokieć o blat kuchennej wyspy, przy której siedzą i przekłada swoją nogę tak, by opierała się na drugim udzie. Pozwala sobie jeszcze raz rozejrzeć się po pomieszczeniu i spostrzec jaki widok z okna posiada jej sąsiad. Widzi jedynie wysoki dąb i kawałek mało ruchliwej ulicy, czyli podobnie do tego, co sama może zobaczyć u siebie. Co jest dość dziwne, ponieważ mieszkają po przeciwnych stronach budynku. 

- Twoje mieszkanie ma ten sam rozkład? - pyta, wciąż wpatrując się w widok za oknem.

- Mniej więcej. Moja łazienka jest tylko trochę bardziej na prawo no i mam jeden pokój więcej. 
Wszystkie mieszkania z tej strony są większe, ale za to ty masz większy balkon.

- Wzięłam to mieszkanie właściwie dzięki temu balkonowi. - wspomina. - Uwielbiam go.  

- A już myślałam, że zachęciło cię tak miłe sąsiedztwo... - unosi brew, ale Jenna nie nadąża z odpowiedzią, bo ślusarz właśnie oddzwania z informacją, że jest już na parkingu.

Wstają więc z miejsca, dziewczyna serdecznie dziękuje za gościnę a Zayn odpowiada jej coś nonszalancko. Idą w stronę drzwi, a kiedy Jenna stoi w progu słyszy za sobą jeszcze:

- Liczę na kawowy rewanż. 

- Jasne. - odwraca się przez ramię, będąc już na klatce schodowej. - Kiedy znów zatrzaśniesz 
swoje klucze w mieszkaniu moje będzie stało otworem. 

- Trzymam cię za słowo.




O ósmej dwadzieścia trzy wieczorem Jenna po raz ostatni przegląda się w lustrze i dokonuje ostatnich poprawek. Przeciąga szminką po swoich ustach nadając im piękny, niemal krwisty kolor. Ma na sobie obcisłą, elegancką czerwoną sukienkę i beżowe szpilki. Jej włosy są w połowie upięte w małego koczka, a całość dopełnia kopertowa torebka w kolorze butów i dodatków. Dziś jadą na kolejną inwestorską kolację do restauracji Egerton House Hotel, gdzie mają spędzić miły wieczór w towarzystwie potencjalnych współudziałowców Brada i jego ojca, który nie może się pojawić. Jenna się nie strsuje, wie co ma robić. Ma po prostu ładnie wyglądać, prowadzić uprzejme pogawędki z żonami i pić drogiego szampana, starając się dopilnować tego, by bąbelki nie namieszały jej za bardzo w głowie.

  Schodzi na dół parę minut później, kiedy dostaje wiadomość od Brada. 










Najlepszą częścią wieczornych wyjść z Bradem były poranki. Wielkie, wygodne i miękkie łóżko, jedwabna biała pościel i słodki zapach świeczki słony karmel, którą Jenna kupiła mu w czasie ostatniej wizyty we Francji. Uwielbia ją i jest pewna, że będzie jej się kojarzyła już tylko z nim. Drugą najlepszą rzeczą jest miłe uczucie dobrze spędzonego czasu. Mimo że Jenna nie przepada za niektórymi z miejsc, w których musi się z nim pokazywać to Brad zawsze stara się, by czuła się dobrze i jak najpewniej. Chce jak najwięcej czasu spędzać z ludźmi, których kojarzy i których lubi, i z którymi już wie jak rozmawiać, mając kilka wspólnych tematów. I to zawsze się udaje.

Pamięta, że wczorajszy wieczór spędzili głównie z Desmondem i Anne, których poznała w styczniu na balu charytatywnym w Nowym Jorku, gdzie wybrali się razem z rodzicami Brada. Oba małżeństwa przyjaźnią się ze sobą od niedawna, dlatego bardzo często spotykali się razem na większych imprezach, czy na przyjęciu urodzinowym matki Brada w kwietniu. Tym razem jednak nie mogli pojawić się w Londynie, mając kilka obowiązków w Stanach, ale Jenna jakoś nie ubolewa.

Kiedy przeciąga się na miękkim prześcieradle, czując jak materiał ociera się o jej skórę nie może powstrzymać się od małego uśmiechu. Roleta na oknie za ramą łóżka wciąż jest zasłonięta, więc w pokoju panuje przyjemny półmrok, choć zapewne jest już koło południa. Jenna postanawia, że w swoim mieszkaniu też musi sobie taką sprawić. 

  Kiedy obraca głowę w lewo, widzi, że Brad nie śpi. Leży obok niej, kark opierając wyżej na małym stosiku poduszek, a kołdra rozciąga się na jego nagiej piersi, więc Jenna podejrzewa, że także niedawno się obudził. Chce przewrócić oczami, widząc jak na jego nosie tkwią okulary, a w rękach trzyma tablet graficzny, z którym rozstaje się tylko w łazience. Brad jest pracoholikiem i nawet nie bardzo się z tym kryje. 

- Oślepniesz. - odzywa się dziewczyna, czując małą suchość w gardle poprzez swój poranny głos. Brad nie odpowiada, więc wyciąga palec w jego stronę i stuka w ekran, który mężczyzna teraz opiera na swoim torsie wciąż coś rysując. Cmoka krótko, nawet na nią nie spoglądając i odsuwa się kawałek. - Ktoś tu wstał lewą nogą...

- Przeszkadzasz mi. - mówi coś pod nosem zbyt zaangażowany w kończenie swoich wykresów, ale Jennę nie bardzo to zraża. Obraca się na bok i przysuwa trochę bliżej niego tak, że dzieli ich maksymalnie odległość kilku centymetrów. Próbuje jeszcze raz tym razem wciskając przycisk blokujący po boku i zanim Brad zdąży coś powiedzieć pochyla się w jego stronę i składa długi, mocny pocałunek gdzieś pod jego uchem. Kiedy nie słyszy protestu całuje go jeszcze kilka razy w tej okolicy aż słyszy, że mężczyzna odkłada tablet na stolik nocny. Korzysta z okazji i wspina się na niego, przesuwając dłonie wzdłuż jego ramion, wreszcie zyskując jego uwagę. 



- Co będziesz robić? - pyta Brad dwie godziny później, kiedy Jenna oznajmia, że powinna się zbierać. Wzięli prysznic, zjedli wspólne śniadanie (a raczej lunch) a mężczyzna znów zaczął zatapiać się w swojej pracy, odpisując na maile i jedząc jajka jednocześnie. Jenna wzrusza ramionami i przegląda się szybko w lustrze. Postanowiła zostawić wczorajszą sukienkę tutaj i pozwolić pani Graziano uprać ją razem z paroma innymi rzeczami, które zdarza jej się tutaj zostawiać. Ma nawet własną półkę w szafie Brada na wypadki takie jak ten, gdzie niezbyt wygodnie byłoby jej tłuc się przez pół Londynu we wczorajszych ubraniach.

- Nie wiem, nic specjalnego. Poleniuchuję - kłamie. 

Brad mruczy coś znad swojego laptopa, więc Jenna nie ma żadnych obaw.


- Na pewno nie chcesz, żeby cię odwieźć? Albo chociaż zamówię ci...

- Brad, jesteśmy w Londynie. - chichocze. - Potrafię sobie złapać taksówkę. 

Mężczyzna wreszcie uśmiecha się lekko i kiwa głową.

- Więc w porządku, zadzwonię niedługo.











- ...Nagrałam Ci jeszcze krótki tutorial na płytkę. - Nicole uśmiecha się uprzejmie i wyjmuje z torebki papierowe opakowanie. Kładzie je na gładkim stole i przesuwa w stronę Jenny, która dziękuje uprzejmym skinieniem głowy. 

Są w kawiarni tuż obok księgarni Barnes&Noble, gdzie obie spędzają zdecydowanie za dużo czasu. Miejsce jest miłe, bardzo przytulne a przede wszystkim kameralne, gdzie nikt nie może im przeszkodzić. Mają tutaj nawet swój stały stolik, gdzie zawsze siadają zamawiając sernik (w przypadku Jenny) i smaczną kawę. Odkryły to miejsce całkiem niedawno, kiedy przez przypadek spotkały się na dziale dramatu i postanowiły spędzić ze sobą trochę czasu.

Jenna znalazła Nicole w Internecie. A raczej jej ogłoszenie dotyczące udzielania korepetycji z rysunku. Skończyła projektowanie graficzne dwa lata temu i obecnie pracuje dla jakiejś niedużej firmy regionalnej. Dziewczyna dołączyła w załączniku swoje mini porfolio a raczej kilka zdjęć swoich wielodziedzinowych projektów. Jenna, mieszkając jeszcze we Francji studiowała Fashion Design na paryskim uniwersytecie i nigdy nie była najlepsza w rysunkach. Jest bardzo kreatywna, ma wiele pomysłów i potrafi dobrze szyć, ale rysunki były jej słabością. I choć teraz nie studiuje to wychodzi z założenia, że dlaczego ma marnować taką szansę?

Jenna ma dwadzieścia jeden lat a Nicole jest starsza tylko o cztery, więc może dlatego widzą nikłą szansę zawiązania więzi głębszej niż ta, której wymagają cotygodniowe korepetycje. Opierają się one głównie na ćwiczeniach i wspólnym omawianiu problemów i wskazówek i jak dotąd ta technika sprawdza się idealnie. Jenna zajmuje swój wolny czas czymś, co naprawdę potrafi ją pochłonąć a Nicole ma poczucie spełnionego obowiązku i kilka groszy więcej w portfelu.

Blondynka stara się nie ukrywać tego, że jest zainteresowana pogłębieniem więzi z Nicole, ale nie robi w tym kierunku nic szczególnego oprócz poruszania tematów książkowych, które obie uwielbiają. W końcu spotkały się w księgarni na dziale, którego obie nie znoszą, ale to tylko przynosi wiele zabawnych anegdot. Jenna zawsze uśmiecha się odrobinę, kiedy wspomina swoją korepetytorkę, ponieważ mieszka w Anglii już prawie rok i jak dotąd nie spotkała jeszcze żadnej bratniej duszy. Potrzebuje tego, mimo faktu, że Brad zajmuje więcej niż połowę jej dnia. Chciałaby poznać kogoś innego, obcego, kto nie wie o niej nic i kto nigdy nie zada niewygodnych pytań. Potrzebuje przyjaciółki.

- Zapomniałabym! - Nicole stuka się w czoło i wciąga swoją torebkę na kolana, przeszukując ją dokładnie. - Kurczę, chyba... A nie, dobra. Mam. - uśmiecha się wyciągając rękę w stronę koleżanki i podając jej książkę. Okładka jest ciemnoszara, odrobinę zniszczona na grzbiecie i pożółkły jej kartki. Napis zawierający tytuł oraz nazwisko autora powoli wyciera się i czarna czcionka prześwituje mrocznym kolorem tła. Jenna kupiła ją sześć lat temu na wyprzedaży pewnej księgarni w Paryżu. 

- Oh... - uśmiecha się, zabierając książkę ze stołu. - I jak? Podobała się? - zadaje typowo retoryczne pytanie, ponieważ Jenna nie zna osoby, której nie podobałaby się "Brudna robota".

- Świetna, bałam się, że to trochę nie mój humor, ale jest naprawdę super. Spodziewałam się innej końcówki i może jestem troszkę zawiedziona, ale Asher chyba nie może mieć nawet normalnego końca, prawda? - śmieje się. -  I tym razem i ja mam coś dla ciebie. - mruga okiem i pokazuje Jennie egzamplarz "Portretu Doriana Greya".

I ma głęboką nadzieję, że wszystko idzie w dobrym kierunku.













________
PS. Pierwsze dwa rozdziały będą takie jakie będą z racji tego, że są pierwsze *inteligentna wypowiedź*. Trochę zaczyna dziać się w 3 :) Narazie chcę pokazać jacy są bohaterowie i co ich łączy.
PS. 2. Cierpliwość jest cnotą, której nie posiadam, ale nie mogłam powstrzymać się, żeby wstawić pierwszy rozdział już dzisiaj ;)
________


<= Poprzedni                                                    Spis rozdziałów                                                       Następny =>

1 comment

  1. super! Czekam na więcej rozdziałów!

    http://harrystylesneverloves.blogspot.com/

    ReplyDelete