Saturday, November 30, 2013

12. Drama queen.

           Odliczałam czas do końca treningu. Starałam się skupić na tym całą swoją uwagę, zwłaszcza, że w piątek mieliśmy jechać na Camp. Nie mogłam dać Perrie tej satysfakcji, ale nie mogłam też całkiem oddać się siatkówce, kiedy niedługo czeka mnie rozmowa z ojcem. Z którym nie rozmawiałam kilka miesięcy. Wiedziałam, że to bez sensu, bo umówiliśmy się dopiero na 22, z racji tego, że jest dziesięciogodzinna różnica czasu. Kiedy u nich już świta, ja dopiero układam się do snu.

       - Kochanie? Claudia? Chodź do mnie. - mruczy cicho niski, męski głos, który tak łatwo zapamiętała. Zieleń stroju wojskowego i duże ciężkie buty, które głośno odbijały się echem po drewnianej podłodze w salonie. Niewiele pamiętała. Znała ten głos, znała moro na ubraniu i znała te buty, sznurowane grubymi, czarnymi wstęgami. Ich podeszwa wydawała się niesamowicie mocna, niczym stal, a jej materiał dodawał łagodności, kiedy nie biegł. Żołnierze biegali. Cały czas biegali i dobrze to pamiętała.

        - Kotku? - powtarzał, kucając na środku pomieszczenia i wyciągnął ramiona do przodu. - Tęskniłem za Tobą. Nie bój się. - delikatny, pełen smutku uśmiech pojawił się na jego twarzy. Miał zarost. Zawsze miał zarost i krótkie włosy, które nawet nie mogły się ze sobą splątać. Zawsze idealnie chowały się w kasku.

         - Claudia? - szepnął, na klęczkach przechodząc metr w stronę dziecka.

             Pięciolatka niepewnie wyszła zza winkla i pojawiła się w salonie. Stała z nim twarzą w twarz, choć dzieliły ich jakieś trzy kroki. Jej brązowe włosy opadały trochę na czoło, był już wieczór i właśnie miała kłaść się spać razem z mamą. Kiedy wybierały książeczkę ktoś zapukał do ich drzwi. Nie rozumiała. 

          - Tata. - wycedziła z siebie zmieszana zaistniałą sytuacją. Mężczyzna jakby odetchnął z ulgą i na moment spuścił głowę. Kiedy wreszcie obarczył spojrzeniem dziewczynkę ona zauważyła w jego oczach łzy. Najprawdziwsze łzy i nie mogła na to patrzeć.

               Wolnym krokiem podeszła bliżej, gniotąc w małej rączce materiał piżamki. 
         - Tak, kochanie. Wróciłem.



           - Czy nasz drogi zastępca kapitana może w końcu się obudzić?! - warknęła Perrie, uderzając specjalnie w mój bok, kiedy tak przechodziła. - Zjebałaś cały trening. Boże, gdzie ten Couge ma oczy... - prychnęła i zabrała ze sobą swój bidon z wodą.

             Nawet nie zauważyłam, kiedy już wszyscy zaczęli wychodzić. Nawet nie odpowiedziałam Edwards, po prostu zgarnęłam swoje rzeczy i ruszyłam do szatni.


      - Czemu siedzisz w domu, hm? Jest sobota. - odezwał się wysoki, postawny mężczyzna, siadając na kanapie. Jego oczy naturalnie świeciły przy takim świetle. Ich błękit był porażający i naprawdę żałowała, że ich nie odziedziczyła. Są wyjątkowe, u nikogo nigdy nie widziała podobnego odcienia. Podobały jej się, pasowały do niego.

      - Nie powiem mamie. - zaśmiał się, kładąc dłoń delikatnie na jej lewym kolanie. Podniosła wzrok znad czytanej książki i uśmiechnęła się delikatnie, zawstydzona, że muszą odbywać rozmowę w cztery oczy. Nie lubiła tego, zawsze starała się uciec.

       - Nie jestem typem imprezowiczki. - wzruszyła ramionami i znów wlepiła wzrok w kolejny rozdział powieści. Przegryzła dolną wargę, aż zaczęła ją boleć. Zauważył to.

       - Opowiedz mi coś o sobie, Cloudy. - zarządził, wygodniej rozsiadając się na swoim miejscu. - Co lubisz robić, jakich masz przyjaciół, hm?

          I tamten moment ją ukuł. Ją, jak i ojca. To było tak nierealne uczucie, kiedy wracał po kilku, czasem kilkunastu miesiącach rozłąki i... nic nie wiedział. Nie znał własnego dziecka, nie miał pojęcia o jego pasjach, zainteresowaniach, problemach... Nawet o tym, jakie jest. To ich przytłaczało.

        - Bradley i Margarett. - uśmiechnęła się pokrzepiająco. - Są najlepsi. Chodzimy razem do szkoły. Brad uwielbia muzykę, gra na saksofonie i trochę ogarnia perkusję, a Peggy pływa. Jest najlepsza, zawsze wygrywa. - opowiada, a kiedy widzi jaką radość sprawia to ojcu nie chce kończyć. - Chciałbyś ich poznać?
           Nigdy ich jednak nie poznał. Ojciec wyjechał dwa dni później, dostał taki rozkaz i zniknął na kolejnych kilkanaście tygodni. Przyzwyczaiłam się, już nawet za nim nie tęskniłam. Straszne, nie? Taka wyrodna córka, której już nie rusza kolejna rozłąka. To straszne, ale on stał się już dla mnie obcym człowiekiem...

           Przerzuciłam torbę przez ramię i wybiegłam ze szkoły. Rozejrzałam się za samochodem Liama, którego zaprosiłam zaraz po szkole. Leila ciągle płakała, nie chciała ze mną rozmawiać, a ja po prostu nie mogłam się temu tak biernie przyglądać. Coś się działo, ona sobie z tym nie radziła, więc wpadłam na pomysł, że to właśnie Payne może być osobą, z którą chciałaby porozmawiać. Do której byłaby w stanie powiedzieć coś więcej niż "wszystko w porządku". Nie było w porządku i widział to każdy.

            Wyleciałam przez drzwi i od razu rozglądnęłam się po parkingu, a tam... Boże.

            Harry stał przodem do drzwi pasażera swojego samochodu. Widziałam jedynie jego plecy i bujną czuprynę, ale obce ramiona, które właśnie obejmowały go w pasie... Boże, poczułam jak robi mi się słabo. Mój mózg automatycznie starał się wypatrzyć z kim on tam stoi. Rozchyliłam szerzej powieki, kiedy chłopak przekręcił głowę na bok i machał do kogoś, ale nie byłam w stanie oderwać wzroku od kobiecych dłoni, które leżały na jego plecach. Oczami wyobraźni już oglądałam obraz dziewczyny, wtulającej się w jego szyję...

         - Cloudy, idziesz? - usłyszałam zza siebie i od razu powróciłam do rzeczywistości. A raczej się postarałam.

             Nienaturalnie prędko odwróciłam się tyłem do całej sytuacji z Harry'm i oddałam się zapewnieniom Liama, że wiem co robię i że Leila nie wyrzuci go z mieszkania.



         "Harry is calling". Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wrzuciłam komórkę na dno torby. Przeczesałam dłońmi włosy i położyłam je sobie na karku, odchylając głowę w tył i głośno wypuszczając powietrze, żeby się uspokoić. Chciało mi się płakać, byłam wściekła. Harry mieszał w mojej głowie i sprawiał, że moje myśli zaczęły kierować się w niebezpiecznym kierunku. On nie był dla mnie. Nie mógł być skoro tak bardzo teraz raniło mnie jego zachowanie.

           - Cloudy, w porządku? - spytał Liam, z trosko spoglądając na mnie co sekundę.

Pokiwałam głową na znak zgody.

           - Coś nie tak z Harry'm? - drążył temat, a ja nie wytrzymałam.

           - Kurwa mać, czy wszystko musi się zawsze kręcić wokół niego?! - wybuchłam, choć sama nie wiedziałam skąd we mnie takie pokłady energii. Wypuściłam głośno powietrze z ust, starając się nawet nie zerkać na chłopaka. Zacisnęłam usta w cienką linię i oparłam łokieć o szybę.

           - Co zrobił? - Payne dalej spokojnie zadawał pytania, a ja wiedziałam, że nie ma sensu podnosić dalej głosu.

           - Nie chcę mi się gadać o tym, okej? - spytałam zrezygnowana. - Po prostu jedź. - poprosiłam cicho, brodą wskazując na przednią szybę.
       

           - Cloudy, staram się pomóc. - zapewnił, trochę dłużej zatrzymując na mnie spojrzenie. - Ty pomagasz nam. Jestem ci to winny. Obiecuję, że nic nie wyjdzie poza ten samochód, jasne? Możesz mi ufać.

Milczałam.

            - Dobra, wiem, że niedawno byłaś świadkiem mojej zdrady, ale cholera, Cloudy... - przegryzł dolną wargę i trochę zwolnił. - To wszystko jest dużo bardziej skomplikowane. Danielle to wspaniała dziewczyna, rzadko kiedy się kłóciliśmy, była kochana, uwielbiam ją, ale... To nie jest to samo. To nie jest to, co łączy mnie z Leilą. Zdaje sobie sprawę, oboje zresztą wiedzieliśmy, że stąpamy po cienkim lodzie, ale Leila jest wyjątkowa. - tłumaczył, a ja słuchałam jak zahipnotyzowana i nadal nie mogłam przestać się dziwić, że tak się przede mną otworzył. - Na samym początku żarliśmy się ze sobą jak kot z psem. Właściwie to Leila z każdym się żarła, bo nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. - zaśmiał się cicho pod nosem. - Zawsze się wykłócała o swoje i musiała mieć rację. To było cholernie wkurzające, ale warto było przejść przez tę fazę, żeby dokładniej ją poznać. I chociaż wiem, że wszystko teraz obróciło się przeciwko nam to wcale nie żałuję. Mogę czekać ile trzeba. Dla niej naprawdę jestem w stanie przez to wszystko przejść.

            - Widziałam go z inną. - wybąkałam szybko, zanim zdążyłam się nad tym zastanowić. Wykorzystałam szczerość Liama, którą mi ofiarował i musiałam zdecydować "teraz albo nigdy".

Liam przez chwilę milczał, jakby zastanawiając się jak ma wytłumaczyć swojego przyjaciela, ale do tego jednak nie doszło.

            - Nic nie powiesz? - spytałam, cicho parskając. - No jasne.

            - Harry jest skurwielem i myślałem, że zdajesz sobie z tego sprawę. - powiedział stanowczo. - Jesteś dla niego zbyt delikatna. - podsumował, a ja zmarszczyłam brwi w niezrozumieniu. - Jest moim kumplem, ale dobrze ci radzę, żebyś dobrze sobie to przemyślała. Jeśli chcesz się bawić to on jest twoim najlepszym wyjściem, gorzej kiedy zaczniesz się do niego przyzwyczajać. - mruknął. - Chodzi własnymi drogami, ma swoje jakieś popieprzone zasady i jeśli nie będziesz w stanie mu się podpasować to nie masz co próbować, Cloudy. Zastanów się.











           Było dziesięć po dwudziestej drugiej, kiedy skończyłam pakować się na jutrzejszy wyjazd. Nie mogłam uwierzyć, że to już jutro. Już jutro spędzę całe trzy dni z Perrie na całodniowych treningach i jeszcze poza nimi. Dziewczyna jasno dawała mi do zrozumienia, że wykorzysta ten nasz wspólny czas, a ja naprawdę zaczynałam trochę się bać jej zamiarów. Była nieobliczalna, w dodatku mnie nie znosiła i uważała, że przystawiam się do jej chłopaka, więc byłam na przegranej pozycji. Dopięłam swoją torbę i położyłam ją koło drzwi, podchodząc do komputera. Zajęłam swoje miejsce i odruchowo sprawdziłam telefon. Na górnym pasku pojawiła się ikona koperty, więc szybko sprawdziłam wiadomość. Telefon nadal był wyciszony po zajęciach w szkole, więc pewnie nie usłyszałam wcześniej wibracji.

Od: Harry, 20:53
Szykuj się na niezapomniany weekend x




              Zacisnęłam usta i postanowiłam odgonić od siebie wszystkie złe myśli dotyczące chłopaka. Teraz musiałam zająć się rozmową z ojcem.
Wyszukałam w kontaktach na Skype odpowiedniej nazwy i rozpoczęłam połączenie. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci...

             - Cześć, Skarbie! - przywitała mnie mama, machając delikatnie ręką w moją stronę. 

Przywitałam się i dokładnie przyjrzałam jej postaci. Nie wyglądała najlepiej. Miała podkrążone oczy, bladą skórę i niezadbane włosy. Zmarszczyłam czoło, widząc jej słaby, wymuszony, smutny uśmiech i w sekundę moje zdenerwowanie i stres zwiększyły swoją moc. Gdzie tata?

             - Nie za wcześnie zadzwoniłam? - spytałam, mając nadzieję, że powie mi, że jej stan to tylko i wyłącznie zmęczenie i niewyspanie.

             - Skąd! Jesteś już spakowana? Jak się czujesz przed pierwszym wyjazdem? - wyczułam, że siliła się na radosny ton głosu. - Wiesz już, z którą dziewczyną będziesz mieszkać?

             - Jutro wszystkiego się dowiemy, ale mamo, gdzie... 

             - O! - przerwała mi, spoglądając gdzieś w bok, a jej mina zrzedła. - Zostawię was samych, dobrze? - spytała. Najpierw zauważyłam szerokie spodnie, później luźny podkoszulek, a na samym końcu zmartwiony wyraz twarzy mojego... ojca.

               Uśmiechnął się szeroko w moją stronę, a ja w pierwszej chwili go nie poznałam. Był jakiś chudszy, jego twarz jakby pobladła jeszcze bardziej niż zwykle, a włosy wypłowiały. Mama wstała z miejsca, dotykając przez chwilę jego ramienia i zniknęła z mojego pola widzenia.

               Milczeliśmy chwilę w zupełnej ciszy, a żadne z nas nie chciało odezwać się jako pierwszę.

              - Przyjadę na święta. - poinformował, ponownie blado się uśmiechając. - Do was, do Phoenix. - zwilżył usta językiem i spojrzał w dół.


              Tata nigdy nie wracał na święta. Tata nigdy nie wyglądał tak źle jak dziś.

               - Musisz o czymś wiedzieć, Kochanie. - oparł dłonie na swoich udach i wbił w moją rozpikselizowaną postać swoje wymowne spojrzenie. - To... - wziął głębszy oddech. - Wiele rzeczy się dzieje tutaj. - rozejrzał się po pomieszczeniu. - To nie jest ten sam świat. Moja kandencja kończy się dzień przed Wigilią i, Skarbie, więcej jej już nie przedłużę... - wymamrotał, a mnie przez chwilę wydawało się, że do jego oczu wpłynęły łzy. - Nie mogę, nie pozwolono mi. 

              I nie byłam w stanie zaakceptować tego, co stało się później.







__________________
Huhuhuu. Nie jestem zadowolona z tego rozdziału, ale już nie mogę się doczekać aż wstawię wam kolejny! Bardzo liczę, że wam się spodoba! :)
No cóż... Jestem już po egzaminach. Po kamieniach filozoficznych, po ojcach i synach i po dzieciach z ADHD. Czekam miesiąc na wyniki, a po nich pewnie wstawię wam najbardziej przytłaczający, smutny i w ogóle najgorszy rozdział na świecie, bo będę w żalu, że tak źle mi poszło! :P
Pozdrawiam was cieplutko, kocham i uwielbiam! :**

+ Wasze blogi w najbliższym czasie poogarniam, naprawdę! Tylko teraz... jestem w rozsypce, ale spokojnie. Zrobię to :)

14 comments

  1. Boooski !!! Czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    ReplyDelete
  2. skoro ty się nie możesz doczekać i ja się nie mogę doczekać...
    to wstaw ten następny rozdział jak najszybciej! ;)

    ReplyDelete
  3. Jest super!!!!
    dksjfdklsjfdklsfjdklsfjdslk <3
    Ja też nie mogę się doczekać, aż wstawisz następny <3<3<3
    Jesteś świetna w tym co robisz :*

    ReplyDelete
  4. to jest takie Assbdgjajsbehdi. Jak mogłaś w tym momencie. Kocham cie

    ReplyDelete
  5. Czekam z niecierpliwością <3 na następny

    ReplyDelete
  6. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  7. Dlaczego skończyłaś go w takim momencie ?! ;o Jak możesz nam to robić ?! ;o Boże ja się chyba nie doczekam następnego rozdziału ! ;( A skoro o tym mowa to kiedy się pojawi ? :)
    Trzymam za Ciebie kciuki i za dobre wyniki :D
    Życzę weny :)
    Kasia <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. w weekend powinno coś być :))
      dziękuję :*

      Delete
  8. Albo mi się wydaje albo znowu taki krótki rozdział ? ;(
    Ale fajny jest i ten dreszczyk emocji xD :)

    ReplyDelete
  9. Nie lubie Hazzy :( Kocham cie. Dodaj szybko nexta. Bosh, ten komentarz nie ma sensu, ale ja też jestem w rozsypce. ;/

    ReplyDelete
    Replies
    1. to znowu ja! do rzeczy. Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Avards. Gratulacje! Szczegóły znajdziesz tu: http://harry-styles-opowiadanie-by-kinss.blogspot.com/p/liebster.html

      Delete
    2. i znowu ja. Znalazłam ładny szablon, sama zobacz:
      http://katherineig.deviantart.com/art/Szablon-90-by-Katherine-imperium-grafiki-417571233

      Delete