Sunday, July 3, 2016

Venom [OS] Część 3

WIECIE CO XD WŁAŚNIE SOBIE PRZEGLĄDAŁAM LISTĘ ROZDZIAŁÓW IMMWF <które zakończyłam pisać w 2014>(ponieważ tak, napisałam kilka rozdziałów dalszych i tak, prawdopodobnie dojrzałam do skończenia tej historii (ale to nie w najbliższym czasie, ponieważ do października jestem poza zasięgiem. Dosłownie, jak... Naprawdę dosłownie XD)) I KURCZĘ W TRZECIM TOMIE JEDEN Z ROZDZIAŁÓW NOSI TYTUŁ - FOUR OF YOU - I PO PROSTU CZUJĘ SIĘ TERAZ JAK JASNOWIDZ XD PRZEWIDZIAŁAM ODEJŚCIE ZAYNA NA ROK PRZED JEGO PRAWDZIWYM ODEJŚCIEM! Komuś coś wywróżyć?

PS. Jeżeli kiedyś wrócę do immwf to nie sugerujcie się tą informacją. Tytuł miał dotyczyć zupełnie innych wydarzeń;)

PS2. Zapraszam na trzecią część "Venom" i proszę, żeby każdy kto chociaż czasmi mnie odwiedza napisał, ze po prostu jest... jestem bardzo ciekawa ile wspaniałych osóbek wciąż mnie odwiedza! (ponieważ miłość to jedyna rzecz, którą jak dzielimy to mnożymy! :D )




       - Cieszę się, że się zgodziłaś. - Alex uśmiecha się jak niespełna rozumu, kiedy czuje przyjemny, mocny uścisk swojej dłoni. - Mam nadzieję, że będzie to owocna współpraca. - Justin posyła jej uśmiech i mruga jednym okiem.

       Justin Timberlake. Mrugnął. Do niej.

       O matko, Alex czuje, że to jest jej koniec.

       Zapomina języka w ustach, kiedy stoi tuż przed nim i Matko Święta, mówi do niej!

       JUSTIN TIMBERLAKE!

       Świat oszalał.

       - Też na to liczę. - inteligentnie. Ta, jasne, zwłaszcza z rumieńcem, który prawdopodobnie przebija się przez grubą warstwę podkładu.

       - Zaczynamy za czterdzieści minut! Statyści niech zbiorą się przy wyjściu numer cztery, Alex Ray Jules proszona do garderoby. Dylan Shaun, telefon do pana. - odzywa się głos z głośników poustawianych w pomieszczeniu, więc aktorka uśmiecha się w stronę piosenkarza i odchodzi gdzie ją wołają.

       Musi się wziąć w garść, nie może tylko głupio chichotać na wszystko co powie. O matko, obudziła się w niej wewnętrzna nastolatka.

       Uwielbia to.

       Dylan Shaun to reżyser, pomysłodawca i scenarzysta całego przedsięwzięcia. Głównym wątkiem w teledysku jest rozstanie pary zakochanych, co pociąga za sobą chorą obsesję u obojga. To tak w skrócie. Alex poznała go parę dni wcześniej, kiedy wraz z Arthurem udała się na spotkanie, gdzie podpisano jednorazowy kontrakt między nią a agencją zajmującą się promocją nowego albumu Justina. Jest chwilę po trzydziestce, jest w zarządzie wytwórni muzycznej Timberlake'a i ma na sobie spore pasmo sukcesów, którymi nie omieszkał się pochwalić. Jules całkiem go polubiła, mimo wszystko był dla niej niesamowicie miły i ciągle się uśmiechał.

       Stylistka właśnie spryskuje jej włosy lakierem, kiedy elektroniczny głos woła ją do sektora A3. 

       Ma na sobie krótką, obcisłą i bardzo wyciętą sukienkę bez pleców w kolorze ciepłego złota. Pierwsza minuta opowiada o pierwszym spotkaniu kobiety z mężczyzną – na imprezie sylwestrowej gdzieś na dachu świata. Kiedy wychodzi z garderoby, a jej buty głośno stukają o posadzkę czuje na sobie wzrok wszystkich statystów, którzy kulą się po lewej stronie planu. Po chwili dostrzega reżysera, siedzącego na swoim charakterystycznym dla tego zawodu krzesełku i pogrążonego w swoich notatkach. Dalej siedzi Justin, rozmawiający ze swoim menadżerem, opierając się plecami o rekwizyt. Mężczyzna ma na sobie ciemnoszary garnitur od Alexandra McQueena, który zresztą sponsoruje ubrania dla ich obojga. Wygląda bardzo dobrze z ładnie zaczesanymi do tyłu włosami, krótkim zarostem i słynnym błyskiem w oku. Alex czuje, że mogłaby się zakochać.

       Witają się w momencie, w którym dziewczyna podchodzi bliżej a on wstaje ze swojego miejsca i uśmiecha się serdecznie w jej stronę.

       - Po tym klipie zdecydowanie ludzie przestaną kojarzyć cię tylko z Venom. - dodaje otuchy i to jest to czego potrzebowała. Alex najbardziej na świecie bała się kojarzenia z jedną postacią.

       Śmieje się cicho na wspomnienie poprzedniej roli nieśmiałej, skrytej, zwyczajnej studentki zakochanej w superbohaterze i zmagającą się z nadnaturalnymi problemami. Cóż, rzeczywiście, Maggie nigdy nie ubrałaby czegoś takiego... Po prostu nie byłaby w stanie porzucić swoich dżinsów na rzecz odkrycia nóg.

       Alex jest zupełnie inna. Wie, że wygląda dobrze – jest szczupła i kształtna, i bardzo lubi to podkreślać. 

       I tak mija jej kolejnych trzynaście godzin – w świetle reflektorów w czasie tańca z Justinem na środku pustej sali, grania scen śledzenia go na greenscreenie i krwawej końcówki gdzieś około drugiej nad ranem. A gdzieś wokół tego wszystkiego są krótkie wiadomości od Louisa, dwa zdjęcia Maximusa, którym zajmuje się Blanca, trochę śmiechu z wpadek i kilka uroczych, kradzionych spojrzeń Dylana.

       










***













       Miesiąc później Alex siedzi w Rosso z Blancą i wspólnie przeglądają kolorowe katalogi w poszukiwaniu idealnych płaskich butów, gdy pannę młodą zaczną boleć już stopy. Wesele coraz bliżej i choć młodzi mają dopięte wszystko na ostatni guzik to podobno szczegóły stresują najbardziej. 

       - O mój Boże, zakochałam się. - oznajmia Alex, kiedy zauważa buty z kolekcji Oscara de la Renta, model SMOKE METALLIC ALYSSA PUMPS. Musi je mieć.


       - No nie?! Zastanawiałam się nad nimi, ale mam kremowe dodatki i dużo bardziej pasowały te od Marca Jacobsa. 

       Aktorka spogląda na kolejną stronę, widząc kilka modeli, które nijak jej nie podchodzą. Kiedy skanuje cenę przypadkowego z butów i widzi wydatek rzędu tysięcy zaczyna chichotać. Przyjaciółka podnosi na nią brew i mierzy podejrzliwym spojrzeniem, biorąc łyka swojej wody z limonką.

       - Po prostu. - uśmiech nie schodzi z twarzy szatynki, kiedy przewraca oczami. - Gdybyś półtora roku temu powiedziała mi, że będziemy siedzieć w jednej z restauracji w Los Angeles, popijać drinki z najdroższą whisky i rozmawiać o kupnie butów od Marca Jacobsa jak o nowym tosterze to chyba bym cię wyśmiała.

       Blanca odwzajemnia uśmiech.

       - Pamiętaj skąd pochodzisz. - mruga, z powrotem powracając do kolorowych zdjęć. 

       Prawda, tyle że Blanca nie do końca to rozumie. 

       Alex jest zwykłą osobą, nie jest nikim szczególnym. Przez pierwsze dwadzieścia lat żyła tak jak wszyscy – w bloku, z psem, bratem i rodzicami. Chodziła do publicznej szkoły, na publiczny basen i jeździła autem z komisu. Na uczelnie dojeżdżała pociągiem i jadała w McDonaldzie za każdym razem, kiedy główna rola w spektaklu przechodziła jej przez palce. Miała normalne życie, jak każda nastolatka – chodziła na imprezy co drugi weekend, spędzała długie letnie wieczory przy ognisku z grupką przyjaciół i kradła jabłka z sadu. Pracowała dorywczo na swoje własne małe lub większe zachcianki i dodatkową benzynę, kiedy razem z Jamiem urządzali sobie wycieczki po całych Stanach. 

       Blanca nie. 

       Owszem, jest bardzo towarzyska, wyrozumiała, miła i dobra. Jest zabawna i potrafi dogadać się z każdym, ale jej życie od zawsze opierało się na prywatnych szkołach, wielkim domu i drogich ubraniach. Jej ojciec jest dyrektorem w jednej z głównych firm transportowych, działającej w całej Kalifornii a Derek jest synem właściciela sieci najpopularniejszych hoteli w okolicy i... po prostu rozumieją świat trochę inaczej. Nawet gdyby oboje nie postawili się i nie dorobili się własnej małej fortuny to nadal obie siedziałyby w tej samej knajpie, jadły tego samego homara i oglądały te same buty. 

       A gdyby ten mężczyzna nie pojawił się nagle w dniu dyplomowego spektaklu Alex i nie zobaczył jej wśród tłumu ról drugoplanowych i gdyby nie zaproponował współpracy, ona nadal opijałaby każdą porażkę kalorycznym szejkiem z fast-foodów. 

       Nigdy nie zagrałaby w Venom, nie udzielałaby wywiadów kluczowym nazwiskom amerykańskiego show-biznesu, nigdy nie poznałaby Blanci i prawdopodobnie przez długie lata nie dorobiłaby się apartamentu w Hollywood.


       Ktoś inny mógłby być właśnie teraz na jej miejscu. Alex bardzo boi się myśleć o tym trochę 

       - A te od Vuitton?










***











       - Yeeeeeeeeah, we'll keep doing what we do, just pretending that we're cool, so tonight...

       - O Boże.

       - LIVE WHILE WE'RE YOOOOOOOOOUNG! - krzyczy Alex dokładnie w momencie, w którym Louis pociera czoło. - WE WANNA LIVE WHILE WE'RE YOUNG!

       Dziewczyna kontynuuje swój występ stojąc w kuchni w zwykłych, domowych rzeczach i smażąc naleśniki. W ręce trzyma brudną łyżkę, z której zjada surowe ciasto na co Louis okropnie się krzywi i posyła jej dziwne, podejrzliwe spojrzenia. Spędzili ostatnią godzinę na ganianiu za Maximusem w tę i z powrotem, wymyślając mu tor przeszkód i mierząc czas jak szybko potrafi zjeść liść sałaty. Alex jest pod wrażeniem.

       Dlatego teraz, kiedy już zagrozili organizmowi Maxi'ego miażdżycą spowodowaną przez wege-otyłość przyszedł czas na ich własną. 

       - Let's go crazy, crazy, crazy...

       - Spalisz to.

       - Till we see...

       - Alex.

       - THE SUN! Nie przeszkadzaj mi, zrobiłbyś dla odmiany coś pożytecznego a nie. Ciągle tylko marudzisz, wymądrzasz się i mnie wkurzasz, taki jesteś cwaniak to chodź pilnuj nam kolacji!

       - Chyba żartujesz.

       - Co ty... COŚ TY POWIEDZIAŁ?! - aktorka oburza się, patrząc na niego spod byka znad lewego ramienia w czasie przewracania naleśnika na drugą stronę. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że takie rzeczy nie uchodzą na sucho. - grozi. - Twoje będą z pieprzem.

       Louis się nie odzywa dopóki Alex nie kończy i nie kładzie gotowego dania na wyspie kuchennej. Odkąd zobaczyli się te dwie godziny temu coś jest z nim nie tak. Alex zdążyła zauważyć w czasie ich znajomości, że mężczyzna momentami jest po prostu taki... dziwny. Cichy, trochę smutny i nieobecny. Dlatego właśnie robi z siebie idiotkę, próbując go rozbawić.

       - Dzięki. 

       Aktorka uśmiecha się szeroko i nachyla nad blatem po drugiej stronie. Opiera zgięty łokieć, a brodę na uniesionej dłoni i nie odrywa od niego wzroku. Widzi zmarszczkę idącą wzdłuż jego czoła, małe worki pod oczami, zmęczone spojrzenie. Teraz wygląda na dużo starszego niż jest w rzeczywistości, kiedy jego twarz przykrywa niedbały zarost, a cera nabiera niezdrowego, szarego odcienia. Co się z nim dzieje?

       - Co? - pyta, unosząc przy tym brew, ale Alex tylko wzrusza ramionami, uśmiechając się jeszcze bardziej aż zaczynają boleć ją policzki. Widzi w nim cień rozbawienia, więc czuje się trochę lepiej. - No co?

       - No nic. 

       - Dodałaś tam tego pieprzu, nie?

       - Ależ skąd. Jak możesz mnie o to posądzać? - kładzie dłoń w okolicach serca i przewraca oczami, kiedy widzi jak Louis kroi mały kawałek i nadziewa go na widelec, kierując go do jej ust. 

       - Nie ufam ci. - przysuwa kęs jeszcze bliżej. - No jedz. 

       Dopiero kiedy mija długie dziesięć sekund od spróbowania mężczyzna czuje się bezpiecznie i zbiera się na odwagę, żeby zjeść swoją porcję.

       - Przenosimy się do pokoju? - proponuje Alex kilka minut później, kradnąc banana z jego talerza. Za niecałe dziesięć minut miała odbyć się premiera teledysku Justina, w którym wystąpiła i to właśnie było główną przyczyną ich dzisiejszego spotkania. Minęły dwa tygodnie odkąd skończyła zdjęcia i reżyser wysłał jej rano wiadomość z dokładną godziną premiery i numerem kanału muzycznego, który powinna włączyć.

       Dylan okazał się całkiem miłym facetem, czasem wymieniają krótkie wiadomości i zaczęli obserwować się w mediach społecznościowych. Mężczyzna ma trzydzieści dwa lata i z tego co zdążyła się zorientować naprawdę imponującą listę osiągnięć i sukcesów. Alex uwielbia takich ambitnych ludzi.

       Louis sam zaproponował spotkanie, ponieważ zupełnie nic nie wie o tym projekcie. Dziewczyna nie zdradziła mu scenariusza nawet w kilku słowach a co dopiero pikantnych szczegółów z planu (które nie istniały, ale to nieważne). 

       Kiedy włączają odpowiedni program widzą w dolnym rogu ostatnie cztery minuty odliczania do premiery.

       Alex zwija się przy jego boku i czekają w zupełnej ciszy.










       Spędzają ze sobą naprawdę miły wieczór (przedłużony o poranek) po którym Louis nie odzywa się przez kolejne cztery dni.












***








       - Alex Ray Jules... Jeszcze dwa lata temu to nazwisko było nam wszystkim zupełnie obce. Zadebiutowała główną rolą w filmie Venom Marca Webba, co zaowocowało ogromnym zainteresowaniem jej osobą. Krytycy filmowi wypowiadają się bardzo pochlebnie o tej produkcji, jak i o wspaniałym debicie nowej aktorki młodego pokolenia gwiazd Hollywood. Kilka tygodni później, gdy emocje powoli opadły gościnnie pojawiła się w teledysku Justina Timberlake'a do piosenki Be mine**, w jednym odcinku serialu Bones a parę dni temu do sieci trafiły informacje o tym, że podpisała kontrakt z producentami Supernatural na udział w jedenastu odcinkach dwunastego sezonu. Ta młoda, bo zaledwie dwudziestodwuletnia aktorka z Connecticut staje dziś na czerwonym dywanie obok gwiazd wielkiego formatu, a ja wreszcie mam okazję poznać ją osobiście. Panie i Panowie w studio i przed telewizorami, mam zaszczyt zaprosić dziś na tę kanapę jedno z największych objawień tego roku – Alex Ray Jules!

       - Alex, kamera za trzy, dwa...



       Pisk, trochę wołania i dużo, dużo oklasków – to jedyne co udaje jej się zarejestrować. Program leci na żywo a jedynym źródłem uniknięcia kłopotów jest słuchawka w jej lewym uchu. Alex jest właśnie w programie niejakiego Gabriela Sandersona, gdzie opowiadać ma o najbliższych kilku tygodniach swojej pracy. Wywiad wypadł dość spontanicznie a poza tym ostatnie pięć dni spędziła w Europie, więc nie miała czasu przygotować się na to spotkanie.

       Mimo to przykleja na usta jeden z najlepszych uśmiechów i wysyła kilka buziaków do kamery a później jeszcze parę w stronę publiczności.

       Widownia powoli się uspokaja a dziennikarz siada przy swoim biurku i opiera łokcie o blat, patrząc przy tym na nią w bardzo uprzejmy sposób. Alex zakłada nogę na nogę i splata palce na uniesionym kolanie. Uśmiecha się jeszcze szerzej i wzrusza ramionami.

       - Pięknie wyglądasz. - komplementuje mężczyzna na co ona tylko krótko dziękuje.

       Ma na sobie limonkową, krótką sukienkę, którą odbierała w zeszły czwartek razem z Louisem z butiku w Beverly Hills. Arthur stwierdził, że niektórzy fani to zauważą a to czego najbardziej potrzebują to nadmierna uwaga i zainteresowanie jej osobą.

       Wymieniają kilka uprzejmości, które zawierają się w pytaniach o to jak minęła jej podróż, czy dobrze się czuje i czy specjalnie stresuje się tą rozmową. Nie specjalnie będąc szczerą. Alex odpowiada grzecznie na każde pytanie i co chwile wchodzi w interakcje z publicznością, co wywołuje ogólnie pozytywne emocje.

       - Cóż, Alex, może zaczniemy od skomentowania najświeższych doniesień, hm? Zapewne nasi widzowie chcieliby poznać kilka nowych informacji dotyczących twojego udziału w dwunastym sezonie Supernatural. W sieci pojawiła się masa spekulacji na ten temat, portale fanowskie aż wrzą. Czy to znaczy, że pójdziesz w tym kierunku kina? Nie zobaczymy cię w żadnej słodkiej, romantycznej komedii czy przerażającym horrorze? Szczerze mówiąc miałem nadzieję, że zobaczymy się w Obecności 3. - żartuje Gabriel a ludzie cicho się śmieją.

       Więc Alex też, choć jego humor średnio do niej przemawia.

       - Jak tak to przedstawiasz to myślę, że chciałabym zagrać w drugiej części Pamiętnika. - znów chichot. - Ale odpowiadając na twoje pytanie to... Właściwie nie mogę na nie odpowiedzieć. To prawda, podpisałam kontrakt i pojawię się w przyszłym sezonie razem z braćmi Winchester. - oklaski i kilka pisków, Alex kłania się leciutko. - Nie mogę potwierdzić liczby odcinków, ponieważ nadal trwają rozmowy na ten temat. Nie zdradzę także charakteru mojej postaci, ponieważ sama nie znoszę spoilerów. 

       - Podpowiedź?

       - Kobieta, niezbyt wysoka szatynka. Niebieskie oczy, pieprzyk nad brwią. - śmieje się, pokazując na charakterystyczne znamię przy prawej brwi. 

       - Wiążesz się z podobnymi gatunkami?

       - Czy ja wiem... Chyba nie odpowiem na to pytanie. Dopiero zaczynam, nie zastanawiałam się nad tym dłużej. Nie chcę się szufladkować, od początku moim założeniem jest wybieranie ról zgodnie z tym co czuję i co w miarę obiektywnie myślę o swoich umiejętnościach. Jeżeli wiem, że dam radę wcielić się w postać to dopiero wtedy biorę pod uwagę całą resztę. Myślę, że to jedna z najważniejszych wartości, wiesz? Żeby robić w życiu to co jest zgodne z tym jaką osobą jesteś, co czujesz i jak postrzegasz świat. Jeżeli przyjęłabym coś co zupełnie mnie nie odzwierciedla, jeżeli wzięłabym rolę, której odgrywanie sprawiałoby mi trudności i wewnętrzną walkę wtedy już z góry wiem, że nic by z tego nie wyszło. Nie mogłabym robić czegoś wbrew sobie samej, to bardzo unieszczęśliwia.

       Kłamstwo 1, prawda 0.

       Skrywane uczucia 0, Alex 1.

       - Czyli chcesz powiedzieć, że każda rola jaką dotąd odgrywałaś ma w sobie coś z ciebie samej?

       - I tak, i nie. We wszystkich czułam się dobrze, byłam szczęśliwa. Myślę, że to jest klucz do sukcesu. 

       - A w życiu prywatnym jesteś szczęśliwa?


       W tym momencie? Nie.


       - Oczywiście! - pisk fanów znów rozchodzi się po studio a Alex posyła im szeroki uśmiech i kładzie dłoń na sercu. - Jestem w miejscu o którym zawsze marzyłam, otaczam się ludźmi, którzy mocno trzymają za mnie kciuki i kopią w tyłek, kiedy mam gorsze dni. Poznałam na planie Venom kilka osób, które są dla mnie teraz jednymi z najważniejszych w życiu i nie zamieniłabym ich na nikogo innego. Mój chłopak Louis, moja przyjaciółka Blanca oraz jej narzeczony i wielu, wielu innych, którzy całkowicie odmienili mój świat.

       - A propos twojego chłopaka. To chyba bardzo trudne, oboje jesteście bardzo zajęci, Louis już niedługo razem z zespołem powróci z przerwy, ty rozpoczniesz zdjęcia w Vancouver... - urywa dziennikarz a Alex zaciska usta na całe pół sekundy, dopóki kamera nie uchwyci jej twarzy.

       Dupek. 

       - Oboje wykonujemy zawody, które wiele od nas wymagają i dobrze zdajemy sobie z tego sprawę. Nie sądzę, że to mogłoby coś między nami zmienić, jesteśmy ponad to. - kolejna fala oklasków, dzięki którym Alex czuje się znacznie bardziej podbudowana.

       Przynajmniej udaje.












***










       Jest środa, dwudziesty sierpnia, kiedy Louis wreszcie przypomina sobie o istnieniu własnej dziewczyny. Udawanej dziewczyny.

       Dwudziesty sierpnia jest także dniem, w którym Alex dostaje wiadomość od Arthura o terminie rozprawy sądowej wytoczonej z jej ramienia przeciwko dziewczynie, starającej się ją naćpać w czasie jej randki w Rosso. Naprawdę nie sądziła, że jest w stanie tak długo wypierać ten dzień z pamięci. 

       Aż do dzisiaj.

       Za miesiąc stanie przed sądem w procesie, który może zniszczyć czyjąś przyszłość.

       Dlatego nie ma najmniejszej ochoty na imprezę z siostrą mężczyzny, która właśnie odwiedziła Stany. 

       - Właśnie wyjeżdżam z lotniska, przyjadę po ciebie koło dziewiątej, co? Daj spokój, Alex, wiem, że nie masz dzisiaj żadnych obowiązków. 

       - Louis, nie ch...

       - Wróciłem właśnie z Anglii. Nie tęskniłaś za mną? - śmieje się cicho do słuchawki, choć jej wcale nie jest wesoło.

       - Louis.

       - Ja bardzo. Naprawdę chciałbym cię dzisiaj zobaczyć. 

       Więc Alex mu nie odmawia.











***











       - Zdajesz sobie sprawę jak to wygląda? - pyta Blanca, kiedy kilka godzin później wpada do mieszkania Alex z dwiema kubkami ciepłej kawy z kawiarni na rogu ulicy. 

       Siedzą w sypialni aktorki, blondynka rozłożona na miękkim łóżku z papierowym kubkiem w dłoni. Mierzy wzrokiem koleżankę, przygotowującą się na wieczorne wyjście. Alex nie opowiedziała jej niczego więcej prócz nagłego telefonu Tomlinsona po kilku dniach ciszy i ta wzięła sobie za cel umoralnianie Jules za wszelką cenę. Mimo że widzi jej stosunkowo kiepski stan i zmęczenie na samą myśl, że jeszcze czeka ją droga do Long Beach, gdzie zatrzymała się Charlotte razem ze swoim chłopakiem. Wynajęli sobie mieszkanie na całe dwa tygodnie pobytu, ponieważ łączą z tym miejscem wiele pięknych wspomnień. To tutaj poznali się w ubiegłym roku, gdzie zespół dawał mały, charytatywny koncert. 

       - Nie chcę o tym gadać.

       - Nie znam Louisa praktycznie w ogóle, widziałam go dwa razy w życiu. - ignoruje ją, dalej ciągnąc temat, który rozwija miliardy myśli w jej głowie. - I nie myśl, że skoro my znamy się rok to nie poznaję kiedy coś się dzieje. 

       - Nic się nie dzieje.

       - Pewnie, oprócz tego że byłyśmy umówione na wieczór a ty olałaś mnie dla swojego publicznego chłoptasia, który zabiera cię na prywatną imprezę w domu jego siostry. Cztery godziny przed jej rozpoczęciem. 

       - Przepraszam za to.

       - Nie przepraszaj! Nie jestem zła, Alex, tylko zaczynam się o ciebie martwić. Wpadłaś, prawda? 

       - Nieprawda! Po prostu... - zaczyna, ale szybko rezygnuje, opierając nadgarstek trzymający pędzel o blat toaletki i odchyla głowę lekko w dół. - Nie wiem, B. Nie wiem już o co w tym wszystkim chodzi. Jest nam razem dobrze jak jest, poważnie. Dogadujemy się, lubimy się i mamy wspólne zwierzątko. A później on po prostu przestaje się do mnie odzywać i dowiaduje się z tumblra, że mój własny facet jest po drugiej stronie oceanu. Z dnia na dzień, a później mówi mi, że za mną tęskni i chce się spotkać i ja po prostu...

       - Ulegasz.

       - No. Trochę tak jest... - przyznaje, przełykając szybko ślinę i z powrotem wpatrując się w swoje odbicie w małym lustrze gdzie dokańcza makijaż twarzy.

       Po minucie towarzyskiego milczenia Blanca znów się odzywa.

       - Sypiasz z nim?

       Alex zastyga z bronzerem w ręce i boi się odwrócić twarz w jej stronę.

       - Wiem, że widziałam was na Village, ale to była inna sytuacja. Sypiasz z nim tutaj? W domu?

       Wciąż milczy. Czuje się jak wtedy, gdy miała dziesięć lat i kazała Jamiemu zjeść zgniłą pomarańczę. Mama nie podarowała jej pogawędki i tygodniowego szlabanu.

       - Mam nadzieję, że on także coś do ciebie czuje, Alex. Bo jak na razie to wygląda jakby wyciągał medialne korzyści na związku z naiwną aktorką. Zajmuje się tobą tylko wtedy gdy on ma na to ochotę i jeszcze mu za to płacą. Naprawdę chcesz się w to pakować..?

       - Chyba nie mam innego wyjścia.

       - Gówno prawda! - Blanca podnosi głos, przenosząc cały ciężar na kolana i klęczy teraz na środku wielkiego materaca, a jej twarz odrobinę czerwienieje. Zaciska dłonie w pięści i warczy w stronę przyjaciółki, by ta wreszcie na nią spojrzała. Kiedy utrzymują kontakt wzrokowy kontynuuje. - Nie rób z siebie idiotki! Nie pozwól, żeby cię skrzywdził albo cokolwiek. To nie jest tego warte, jeżeli czujesz, że nic z tego nie będzie to po co się w to pakujesz? 

       - W nic się nie pakuję, uspokój się.

       - No jasne. I wcale nie chodzisz przybita od tych kilku dni w których Louis dobrze bawił się na innym kontynencie? Nawet Derek to zauważył. Derek, Alex. A on jest ślepy na takie rzeczy. On jest ślepy na wszystko oprócz baseballu i ciasta czekoladowego. - jej głos odrobinę łagodnieje, gdy aktorka bierze głęboki, uspakajający oddech. Nie powinna dobijać jej jeszcze bardziej, ale nie może patrzeć jak powoli ucieka z niej radość, którą zawsze w niej uwielbiała. - Po prostu... Kurczę, rozumiem cię, znam twoją historię, ale nie możesz być taka naiwna. Najpierw upewnij się w tej znajomości zanim się zaangażujesz, okej? Zasługujesz na coś więcej.

       















***
















       Louis faktycznie przyjechał prawie punktualnie, Alex widzi jak wysiada z samochodu. Jest to mini bus, więc podejrzewa, że kierowcą jest któryś z dwóch ochroniarzy, których poznała na samym początku. Zgłosiła wcześniej dozorcy, że ktoś ją odwiedzi, dlatego nie oczekuje telefonu z parteru i zamiast tego wkłada buty i po raz ostatni sprawdza torebkę. 

       Blanca zabrała Maxiego jakąś godzinę wcześniej do swojego mieszkania, gdzie ma przenocować. Jest jeszcze malutki i Alex boi się zostawić go w domu samego na całą noc a jej przyjaciółka jest nawet bardziej niż chętna by się nim zajmować, więc wszystko idealnie się składa. Poza tym maluch przyzwyczaił się już do takiego trybu życia i nawet przyjaźnie wita się z nowymi opiekunami za każdym razem, kiedy porywają go do siebie na kilka godzin albo bawią się z nim w mieszkaniu Alex. Etap siusiania poza klatką mają już za sobą, co okazuje się być normalne kiedy tylko zwierzak się zaaklimatyzuje i zna drogę powrotną do trocin. Choć jeszcze sporo pracy przed nimi (Alex straciła już jedną ładowarkę i za moment straci lampę, której kabel trzyma się ostatnimi siłami) to wszystko idzie powoli ku lepszemu. 

       Gdy zakłada sweter słyszy delikatne pukanie do drzwi. Przegląda się w lustrze ostatni raz sprawdzając, czy dobrze wygląda w krótkiej spódniczce i crop topie po czym wreszcie szarpie za klamkę. 

       Louis wygląda zwyczajnie, ale Alex już zdążyła zauważyć, że nie przywiązuje szczególnej wagi do ubioru. Ma na sobie czarny t-shirt i czarne dżinsy z dziurą na kolanie. Jak zwykle jego żuchwę zdobi krótki zarost, a włosy są jednym wielkim nieładem. Mimo to wygląda bardzo przystojnie i to nigdy nie przestanie jej zadziwiać.

       - Gotowa? - pyta z małym uśmiechem, na co dziewczyna kiwa głową. 

       Mimo wszystko wciąż nie może pozbyć się smutku widocznego na jej twarzy.

       Ale Louis o to nie pyta. Nawet wtedy, gdy jadą windą w dół w zupełnej ciszy.

       Okazuje się, że w samochodzie jest także Harry, który serdecznie się z nią wita. Dowiaduje się, że Charlotte zaprosiła całą czwórkę i paru innych znajomych na kameralną domówkę powitalną. Droga mija im w krótkich rozmowach o sporcie i komplementach od Stylesa na temat teledysku Justina. 

       










       - Och, Alex! Dobrze znowu cię widzieć. - uśmiecha się Charlotte, wyciągając ramiona w jej stronę. Aktorka unosi brew ze zdziwieniem (przecież widziały się tylko raz!), ale uprzejmie oddaje delikatny uścisk. Dziewczyna wydaje się naprawdę miła i od razu zagaja rozmowę, dzięki czemu Alex odrobinę się rozluźnia. Naprawdę to docenia.

       W środku jest już jakieś piętnaście osób wśród których szybko rozpoznaje Nialla i Agness, która macha do niej, by podeszła bliżej. 

       - Cześć. - wita się i pozwala tej dwójce pocałować się w policzek. Uśmiecha się delikatnie, kiedy pytają co słychać i szybko ich zbywa z zazdrością patrząc na drinki w ich dłoniach. To może być jedyne źródło jej dzisiejszego spokoju.

       Rozmawiają trochę o Sylvii i Jamiem, którzy utrzymują ze sobą kontakt nawet mimo tego, że mieszkają na dwóch różnych końcach kraju. Alex chwali się bratem, jego uczelnią i wynikami w nauce a Agness zdradza, że jej siostra poważnie myśli nad karierą w modelingu. To właśnie z nimi aktorka spędza pierwszą godzinę imprezy prawie zapominając, że przyjechała na nią z Louisem, który nie odstępował na krok swojej siostry i Toma.

       Koło jedenastej wieczorem Alex wychodzi z Liamem i Cheryl na balkon. Kobiety opierają się plecami o wysoką barierkę, a Liam przed nimi wyciąga z tylnej kieszeni paczkę papierosów, którą częstuje aktorkę. Jules nie pamięta kiedy po raz ostatni paliła, ale takich rzeczy się przecież nie zapomina, nie?

       Rozmawiają kilka chwil aż nagle Cheryl dyskretnie pokazuje coś wzrokiem swojemu chłopakowi i ciągnie go za rękę w przeciwną stronę, posyłając Alex znaczący uśmiech. Wie co oznacza i z trudem powstrzymuje się od przewróceniem oczami. Zamiast tego obraca się przodem w stronę widoku i patrzy na niebo, gdzie nie widać prawie żadnych gwiazd.

       - Unikasz mnie? - słyszy za plecami znajomy głos Louisa, który ginie gdzieś w powietrzu. Alex wypuszcza z płuc oddech i odwraca się, jednocześnie zaciągając papierosem. Mężczyzna stoi zdecydowanie zbyt blisko, do tego stopnia, że gdyby odsunęła rękę trochę do przodu mogłaby go oparzyć. Spogląda w jego twarz i zauważa, że alkohol już zaczął działać w jego organizmie – charakterystycznie zmrużone, zeszklone oczy i głupawy uśmieszek przyklejony do ust. 

       Wydmuchuje dym z ust tak, by w niego nie trafić, ale by nadal wyglądał szlachetnie i honorowo jakkolwiek może to wyjść podpitej dwudziestodwulatce. 

       - Stwierdziłam, że potrzebujesz trochę czasu z siostrą. - unika, palcem strzepując żar z papierosa. 

       - Moja siostra nie jest aż tak zajmująca. Ma wielu innych gości, którymi powinna się zająć.

       - W takim razie chodźmy. - szpecze, wyjmując z jego dłoni szklankę z whisky i upijając pierwszy łyk wraca do środka.

       









       Siedzą na kanapie w salonie, Alex wciśnięta między Louisa i Harry'ego popija swojego drinka i rozmawia z siedzącą naprzeciw Agness. To z nią tak naprawdę złapała najlepszy kontakt ze wszystkich obecnych i całkiem dobrze się dogadują. Jest miło nawet mimo tego, że Louis nadal praktycznie jej nie zauważa. Nie dotyka jej, nie zwraca się do niej bezpośrednio, nie proponuje jej napoju ani nie pyta jak się bawi. Po prostu... jest.

       Za to Harry całkowicie przejął jego rolę. Chłopak stara się, by czuła się jak najlepiej w tym towarzystwie, co o dziwo, bardzo dobrze mu wychodzi. Czasem wtrąca się w jej rozmowę z Agness i komentują coś wspólnie, co najczęściej kończy się gromkim śmiechem. 

       I nic się nie zmienia przez kolejnych parę godzin aż do chwili, w której Louis wraca z łazienki i prawie zabija się o dywan. O dywan.

       Z gości pozostało już tylko siedem osób, razem z gospodarzami. Kanapowa ekipa nadal tkwiła w tym samym miejscu opowiadając kilka z najbardziej żenujących historii w życiu i konkurując ze sobą kto jest większym pechowcem. Alex jest odrobinę pijana, ale nie na tyle by robić coś nieświadomie lub nie pamiętać części wieczoru. W przeciwieństwie do Tomlinsona.

       - Ohoo, bracie. - śmieje się Tom, zrywając z fotela i prawie biegnąc w stronę chłopaka, łapiąc go za boki. Louis uśmiecha się głupio w odpowiedzi i przeklina dywan, który zrobił to specjalnie. - Chyba masz dość, co? 

       - Chyba nie, co? - pyskuje, choć tak naprawdę ledwo trzyma się na nogach. Zwraca na siebie całą uwagę wszystkich gości, ale jedynym komentarzem okazuje się ten Harry'ego a raczej wymowne westchnięcie.

       - Chodź, Louis, położysz się już, okej? Zaprowadzę cię, mamy dodatkowy pokój. - próbuje Charlotte, obchodząc brata i obejmując go w pasie z drugiej strony. 

       - Przestań mnie niańczyć.

       - Louis.

       - Louis. - małpuje ją głupio, a dziewczyna przewraca oczami zupełnie jakby była do tego przyzwyczajona.

       - Może zadzwonię po nasz transport? - próbuje Harry, ale Alex szybko sprowadza go na ziemię.

       - Nie sądzę, że godzinna podróż będzie na jego siły, spójrz. Trochę nim potrzęsie i się porzyga. - mówi cicho tak, żeby nikt poza Stylesem tego nie usłyszał. Aktorka wstaje z miejsca i poprawia spódnicę, która w czasie siedzenia trochę się podwinęła. Obraca się w stronę rodzeństwa i widzi proszący o wsparcie wzrok Charlotte. Alex mija na kanapie Nialla i podchodzi bliżej nich. Z bliska może dokładnie zobaczyć, że chłopak niewiele zapięta z tej imprezy.

       - Idziemy spać, Louis? - pyta cicho, łapiąc jego palce między swoje i zyskując tym całą jego uwagę. Tomlinosn uśmiecha się zdecydowanie zbyt szeroko jak na jego stan i kiwa twierdząco głową. Charlotte wywraca oczami a Alex ma ochotę zrobić dokładnie to samo. Zamiast tego jednak odzywa się do niej cichutko. - Powiedz Harry'emu, żeby na mnie nie czekał, okej? Poradzę sobie.

       I z tym, przejmuje na wpół świadome ciało Louisa na siebie i prowadzi w stronę drugich drzwi na lewo, które wskazała jej dziewczyna. Idą w ciszy, a gdzieś za nimi reszta dyskutuje prawdopodobnie o sposobie powrotu lub ewentualnego przenocowania. Niewiele ją to obchodzi, będąc szczerą. 

       Kiedy tylko zamykają za sobą drzwi Louis od razu na siłę przyciąga ją do siebie i całuje niedbale, dopiero za drugim razem trafiając w jej usta. Napiera mocniej na jej ciało aż uderza lekko plecami o ścianę, czując męskie dłonie w swojej talii, które wędrują powoli ku górze. Alex stara się odsunąć, odchylając głowę na bok, ale to zupełnie go nie zniechęca, kiedy przenosi się z pocałunkami na jej ciepłą szyję. Kładzie rozłożoną dłoń na jego piersi i stara się go delikatnie odepchnąć.

       - Wystar-aa! - syczy, czując mocne ugryzienie, po którym na pewno zostanie ślad. - Przestań. Louis. - upomina. - Już dość. 

       On oddycha głośno prosto w jej skórę, ale posłusznie rozluźnia uścisk. Chyba chce zrobić krok w tył, co jednak kończy się niebezpiecznie i gdyby nie refleks dziewczyny Louis pewnie już leżałby na tej podłodze jak długi. Jest tak bardzo pijany, że Alex zaczyna poważnie się martwić i jej plan ewakuacji po położeniu go do łóżka raczej legnie w gruzach. Bałaby się zostawić go w pokoju samego, co gdyby zaczął wymiotować?

       - No dalej, Alex. - namawia, prawą dłonią sunąc w górę i w dół jej boku, nachylając się do jej ucha. - Proszę. Cały wieczór o tobie myślałem.

       Dziewczyna zaciska powieki i w tej samej sekundzie powracają do niej wszystkie dzisiejsze słowa Blanci...

       - Jesteś taka piękna... taka seksowna... - flirtuje, stając jeszcze bliżej o ile w ogóle to możliwe. Teraz czuje go wszędzie razem z małym pocałunkiem, który zostawia na jej żuchwie i palcami, które nagle wędrują wzdłuż jej odkrytego uda do wewnątrz. - Bardzo chcę cię dzisiejszej nocy, naprawdę bardzo...

       Alex musi...

       - Nie.

       - Co? 

       - Powiedziałam nie. - powtarza kobieta, chwytając jego nadgarstki i brutalnie je odrzucając. Sama jest w szoku, że udało jej się odmówić, więc trzyma się tej myśli mocno nim na powrót mu ulegnie. Paradoksalnie alkohol bardzo jej w tym pomaga.

       Louis aż odsuwa twarz w tył, żeby móc dokładnie na nią spojrzeć i upewnić się czy przypadkiem żartuje.

       Nie żartuje.

       I to jest... wow. Oboje są zdziwieni. 

       - Połóż się do łóżka, Louis. Jesteś pijany.

       - Ty też.

       - Tak. - zgadza się, wypuszczając z ust długo wstrzymywany oddech. - Dlatego chodźmy spać. Już.

       Nie czeka na odpowiedź, chwytając mocno za jego biceps i prowadząc w stronę wygodnego łóżka. Pomaga mu usiąść prosto i zrzuca kilka ozdobnych poduszek oraz obsuwa kapę, odkrywając pachnącą, świeżą pościel. Na sam widok dziewczyna robi się senna i maksymalnie zmęczona dzisiejszym dniem.



       Mężczyzna przez cały czas coś mamrocze pod nosem ale Alex rozumie najwyżej co trzecie słowo, które w większości przypadków opiewa w „cholera”, „głupie to wszystko”. Może nawet byłoby to dla niej całkiem zabawne tyle że zdecydowanie nie dzisiaj. 

       Pochyla się, żeby rozpiąć pasek przy jego spodniach, ale błyskawicznie odsuwa się, czując jego kolejną próbę alkoholowego uwodzenia. Przewraca oczami, każąc się uspokoić a Louis robi to, co wprawia ją w krótkie osłupienie. Nie ma siły już nawet się kłócić dlatego aktorka po prostu czeka aż wygodnie ułoży się po swojej stronie. Nie mijają dwie minuty i do jej uszu dobiega miarowy, cichy oddech.
















***












       Jest wiele rzeczy, których nigdy w sobie nie rozumiała. Całe życie wydawało jej się to jednak zwyczajem prawie każdej młodej kobiety, ale patrząc na wszystko z boku, Alex nie sądzi, że którakolwiek prócz niej mogłaby być tak głupia. To nawet całkiem śmieszne, ale tak właśnie natura wykreowała tę płeć. Potrafią być mądre, ambitne, odważne i piękne, jednocześnie będąc tak naiwnymi. To wręcz tragiczne jak wiele są w stanie zrobić dla mężczyzny, który nawet o to nie prosi. I jak wiele robią by doprowadzić do własnej krzywdy.

       Alex nie jest wyjątkiem, kiedy leży w miękkim łóżku, czekając aż Louis wróci z łazienki. Nadal są w mieszkaniu Charlotte, choć nie słyszą zza ściany żadnych dźwięków. Przeciąga się na łóżku, rozciągając zmęczone ciało. Nie wypiła dużo, dlatego nie czuje się dzisiaj tak źle jak co niektórzy...

       Podsuwa się wyżej, opierając się plecami o ramę łóżka i w tej pozycji próbuje dosięgnąć swój telefon, który utknął na drugim końcu szafki nocnej. Widziała na Instagramie Setha (tak, stalkuje konta społecznościowe najlepszego przyjaciela jej brata, pozwijcie ją), że także bawili się z Jamiem na jakiejś domówce. Pisze do niego zabawną wiadomość z wiedzą o tym, że w Connecticut jest dopiero przed piątą rano.

       Czyta w odpowiedzi „Za kogo m4jnie masz...” i ma ochotę zaśmiać się na głos, ale powstrzymuje ją znajomy dźwięk zamykanych drzwi łazienkowych. Alex specjalnie nie odrywa wzroku od komórki. Kątem oka zauważa jednak, że Louis snuje się z powrotem w stronę łóżka i wygląda jeszcze gorzej niż w nocy a ona naprawdę nie sądziła, że jest to w ogóle możliwe. 

       Jest w stanie postawić dziesięć dolarów na to, że właśnie wrócił z porannego wymiotowania, tak na dobry początek dnia. No cóż, jedni preferują kawę – inni rzyganie. A jeszcze inni jedno i drugie. Alex nie jest tutaj po to by oceniać.

       Materac ugina się z lewej strony przez ciało Tomlinsona, który chyba nadal nie wytrzeźwiał. Kilka długich sekund zajmuje mu przyzwyczajenie się, że już siedzi a nie stoi i kolejnych kilkanaście na położenie się obok niej. Chciałaby zobaczyć teraz jego minę, ale postawiła na obojętność, której ma zamiar się trzymać.

       - Ja pierdolę. - chrypie tak szorstko, że ją samą zaczyna boleć gardło. Mimo to wciąż patrzy w swój wygaszony telefon i oczekuje nie wiadomo czego, więc decyduje się włączyć slither.io by w jakikolwiek sposób zabić tą niezręczność, która rozlewa się po jej ciele.

       Mniej więcej po zjedzeniu czterech węży i jednej uciekającej świecącej kropeczki znów słyszy szelest pościeli a chwilę później ramię owijające się wokół jej brzucha. Ignoruje to i zaczyna atakować tę zieloną z nickiem 'I'll kill you my lord”. Alex nazwała się „Yummy snakes” gdyby ktoś pytał.

       Louis kręci się chwilę tuż obok i choć w dziewczynie już się coś gotuje nadal go ignoruje. Nawet jeżeli gdzieś w środku zastanawia się nad tym czy powinna go przytulić czy wyszarpać za kłaki.

       - Nie chcę widzieć więcej alkoholu w swoim życiu. - marudzi cicho, ale przez jego zniszczony głos Alex rozumie tylko co drugie słowo. Jest, zjadła „I'll kill you my lord” ha! Nie tym razem, podła zielona glizdo. Jej wąż zaczyna szukać kolejnej ofiary, gdy czuje ciężar na swoim brzuchu, który okazuje się być głową Louisa. Aktorka unosi brwi na widok jego dłoni, podwijającej koszulkę Charlotte (która robi jej dziś za piżamę) lekko do góry i policzka wtulającego się w nagą, miękką skórę. 

       Bez przesady.

       - Pół metra dalej masz własną stronę i własną poduszkę. - mówi dobitnie, wężem doganiając tę żółto-czarną „Amnesia”. Kurczę, jest dość wielka, Alex nie ma pojęcia czy jej mały rozmiar podoła. 

       - Tu mam własną marudę.

       - Na pewno znalazłbyś ich znacznie więcej. - syczy ostro pod nosem, ale chyba nie zrozumiał, ponieważ następnym co mówi jest:

       - Co?

       - Nic.

       Dużo myślała w nocy o tym wszystkim co wydarzyło się w tej relacji. Wczorajsza rozmowa z Blancą dała jej kilka wskazówek jak i wątków, które musiała dokładnie przeanalizować, by koniec końców przyznać pełną rację swojej przyjaciółce...

       Alex jest naiwna. Naiwna i głupia, ponieważ zaczynała czuć coś do mężczyzny, z którym od samego początku miała jasny kontrakt – udawanie, które miało ograniczać się do publicznych wyjść, kilku interakcji w czasie wywiadów i Internecie, i to wszystko. Żadna umowa nie włączała pocałunków, słodkich poranków ani seksu. Nie wliczała uczuć ani rozczarowań.

       Jest nowa w tym wszystkim – nowa w branży, w doświadczeniu i w kłamstwach. Nie tak wyobrażała sobie to wszystko, nie chciała by wszystko co osiągnęła opierało się na Louisie i ich związku, nie chciałaby, żeby jej własny sukces się na nim opierał. Nie po to walczyła tak długo i tak ciężko by osiągnąć możliwość bycia w tym miejscu, gdzie jest teraz – gdzie może wreszcie spełnić swoje marzenia. Nie po to wyrzekła się rzeczy, które niegdyś wydawały jej się najważniejszymi na świecie i nie po to postawiła całe życie na jedną kartę, by usłyszeć od niego:

       - Nie chciałbym znaleźć żadnej innej.













***












       Nie chciałbym znaleźć żadnej innej.


       - Arthur? Musimy się spotkać. Teraz.









***















       Nie pamięta kiedy ostatni raz pojawiła się w biurze Arthura, ale podejrzewa, że gdzieś w okolicach premiery „Venom”. Zazwyczaj ich spotkanie odbywały się w jej mieszkaniu albo gdzieś na neutralnym gruncie, pewnie dlatego teraz czuje się tak nieswojo. 

       Podaje swoje nazwisko recepcjonistce i pozwala odprowadzić się na odpowiednie piętro, gdzie według zapewnień jej menadżer ma już na nią czekać. Jest wdzięczna Arthurowi za to, że zawsze znajduje dla niej czas i stara się jak najlepiej wykonywać swoją pracę, nawet jeśli nie zawsze się dogadują. W zasadzie od fatalnej sytuacji w Rosso ich znajomość się odrobiną ustabilizowała, dzięki czemu o wiele lepiej się dogadują (mężczyzna nawet zaczął żartować, wow). 

       - Cześć. - wita się, gdy tylko kobieta zamyka za nią drzwi. Rozgląda się po pomieszczeniu i widzi swojego menadżera przy biurku, o które się opiera i śmieje się do swojej komórki. Jego twarz wygląda bardzo łagodnie, nie widać tej lwiej zmarszczki, która zawsze zdobi jego czoło. Wydaje się być rozluźniony, co dotąd Alex uważała za niemożliwe. - Wszystko okej?

       - Okej. Siadaj, chcesz coś do picia? 

       - Whisky.

       Arthur obraca się przez ramię, widząc jak siada przy stole i rzuca niedbale torebkę na krzesło obok. Alex wyciąga ciało i wplata dłonie we włosy, nerwowo je przeczesując.

       - Poważnie?

       - Wyglądam jakbym żartowała? Mamy dużo rzeczy do obgadania, panie Vytautas i nie sądzę bym mogła zrobić to na trzeźwo.

       Czterdzieści minut później Alex opiera czoło o blat stołu i uderza lekko dwa razy.

       - Dolej mi.

       - Alex, jest czternasta.

       - Dolej mi. - powtarza, łapiąc szklankę i przesuwając ją w poprzek stołu w jego stronę. - Nie żałuj, pozwalam ci na to zarabiać.

       Dziewczyna nie jest w stanie tego zauważyć, ale może niemal usłyszeć jak on przewraca oczami, ale posłusznie dolewa jej alkoholu. Arthur właśnie oznajmił, że za trzy dni czeka ją bal charytatywny, na którym powinna pojawić się z Louisem jako osoba towarzysząca. Zajebiście.

       - Mówiłem ci o tym.

       - Nie mówiłeś. - podnosi się, upijając duży łyk whisky. Całkiem smaczna.

       - Dostałaś grafik miesiąc temu! Miałaś to w kalendarzu!

       - Gówno prawda, kłamco. Robisz mi to specjalnie, nie? Widzisz jak on mnie wkurwia i pchasz mnie w paszczę lwa, jesteś najgorszy. W piekle jest specjalne miejsce dla zołzowatych menadżerów biednych, zniewolonych aktorek. I mówią tam po niemiecku, twoje litewskie korzenie mogą iść się pieprzyć.

       - Moje litewskie korzenie załatwiły ci pieniądze, które trzymasz na koncie i dzięki którym żyjesz tak jak żyjesz, więc możesz zamilknąć i po prostu to przyjąć? Twoje nazwisko jest aktualnie jednym z najgorętszych amerykańskiego show-biznesu i to wszystko tak naprawdę dzięki pracy managementu i Louisowi. Nie – dopowiada, kiedy widzi jak Alex już otwiera usta, żeby zaprzeczyć. - Nie neguję tego, że jesteś bardzo dobrą i zdolną aktorką, ale nie oszukujmy się. Nikt nie robi wokół siebie takiego szumu tylko dzięki debiutanckiej roli. 

       - Słodzeniem daleko nie zajdziesz.

       - A ty takim marudzeniem. Daj spokój Alex to nie jest misja samobójcza. Pokazujesz się z nim publicznie i tyle, to nie może być aż tak złe! Nikt nie każe wam się lubić, macie po prostu dobrze razem wyglądać przez następnych kilka tygodni aż management dojdzie do porozumienia kiedy zakończyć tę szopkę. Podejrzewam jednak, że nie stanie się to prędzej niż do dnia twojej rozprawy, dlatego weź to na klatę. I tak powinnaś być wdzięczna, że to wszystko wypaliło. W innych przypadkach prawdopodobnie nie dostałabyś roli w „Supernatural” i nie mam pewności czy Justin Timberlake zaprosiłby cię do współpracy.

       Alex to wie. Niestety.

       Dokańcza swojego drinka i jeszcze przez kilka chwil gapi się bez sensu w puste szkło. Jest jej przykro, jest zła i bardzo zawiedziona, ponieważ przyszła tu z myślą, że pozna dokładną datę zakończenia tego całego przedstawienia a tymczasem...

       - Jeszcze troszkę, Alex. Nie myśl o tym w taki zły sposób tylko doceń to ile jeszcze możesz na tym zyskać.

       










***













       Alex wraca do domu jako najbardziej zaskoczona kobieta. Po rozmowie z Arthurem i małej sesji (jednoosobowej) popijawki skoczyła po kawę na wynos, gdzie spotkała kilkoro fanów i cała jej złość tym dniem całkowicie przeszła. Po fali cudownych komplementów i przytulasków znów czuje się szczęśliwa.

       Teraz, gdy wchodzi do swojego budynku i wita się z dozorcą i odźwiernym jakaś kobieta zza lady (Alex jej nie kojarzy, ale rzeczywiście miał pojawić się ktoś nowy) recepcji woła ją po nazwisku. Dziewczyna unosi brew i spogląda na nią przez ramię. 

       Jest bardzo młoda, być może nawet młodsza od Alex i rumieni się uroczo, kiedy ta skupia na niej całą uwagę. Mężczyzna, który jej towarzyszy (Marl, aktorka dobrze go zna, pracuje tu odkąd się wprowadziła) coś do niej szepcze i wciska w dłoń jakieś klucze.

       - Um... Jest przesyłka do Pani. Jak... Był rano kurier a nie zaznaczyła Pani, że zamierza przyjąć jakichś gości a kiedy dzwoniliśmy telefon był...

       - Po prostu przyszła przesyłka. - wstaje Marl i podchodzi bliżej. - To Janet, jest nowa to pierwszy dzień. Proszę jej wybaczyć.

       - Nic się nie stało. - śmieje się Alex i staje przy blacie, podając rękę dziewczynie, która nieśmiało ją ściska. Przedstawiają się sobie imieniem, ponieważ aktorka nadal bardzo niezręcznie czuła się w towarzystwie osób nadwyraz przejętych jej osobą. - Odbiorę ją teraz, jeśli to nie problem.

       - W porządku, pójdę na zaplecze, Regan Pani z tym pomoże. - informuje Marl, wskazując na ochroniarza, który lekko się kłania.

       - Nie sądzę, że potrzebuję pomocy, ale dziękuję. 

       - Za chwilę zmieni Pani zdanie. - mówi tajemniczo mężczyzna i znika za drzwiami.

       Okej, cokolwiek ma to znaczyć.

       Alex nadal widzi, że Janet jest bardzo zestresowana i po raz siódmy już przestawia ten sam długopis na inne miejsce. 

       - Więc jak pierwszy dzień? - zagaja, na co dziewczyna podnosi szybko głowę w górę i wygląda na jeszcze bardziej przerażoną. Aktorka posyła jej spokojny uśmiech, więc może odrobinę ją to uspokaja. Pamięta swój pierwszy dzień pracy, więc doskonale ją rozumie.

       - Chyba okej... Trochę nudno.

       Alex śmieje się pod nosem.

       - No, szczególnego tłoku to raczej tu nie ma. - wspomina, dobrze wiedząc, że w całym bloku znajduje się tylko siedemnaście mieszkań. - Powinnam coś podpisać w związku z tą paczką? 

       - Och, tak! Gdzie ja to... O tutaj, proszę. - dziewczyna schyla się pod ladę i za chwilę kładzie na blacie zwykłą kartkę A4.

       Potwierdzenie odbioru, poczta kwiato... Poczta kwiatowa?

       - Co... - zaczyna, ale nagle zza drzwi, gdzie zniknął Marl słychać głośne szuranie i ciche przekleństwo. Ochroniarz – Regan – marszczy czoło i mówi coś odźwiernemu także dołączając do kobiet.

       Po chwili Alex otwiera szeroko oczy widząc z czym Marl wychodzi z zaplecza. Robi aż pół kroku do tyłu, bo... wow. Mężczyzna popycha przed siebie duży koszyk, z którego wychodzi jakieś dziesięć ogromnych bukietów czerwonych róż każdy mający chyba z pięćdziesiąt kwiatów... Kobieta otwiera szerzej usta a Janet posyła jej małe, urocze spojrzenie. 

       Aktorka jeszcze raz zerka na kartkę, żeby upewnić się, że jest tam jej nazwisko i czy przypadkiem to nie jest żart.

       Kiedy Marl ląduje tym tuż obok niej wskazuje bukiet na samym środku i małą kopertę wsuniętą pomiędzy pojedyncze kwiaty. Cały prezent jest tak duży, że Alex podejrzewa, że biedny Regan złamie się wpół próbując wnieść to do jej mieszkania.

       Alex doskonale wie od kogo prawdopodobnie jest ten gest, ale nie zamierza odczytywać wiadomości tutaj. Pozwala Reganowi zająć się tym i kiedy już oboje są w domu pozostawia mu zasłużony napiwek. 

       Otwiera zaklejoną, małą kopertę, gdzie widzi pochyłym pismem krótką wiadomość. ***

Some people are artists. Some, themselves, are art. 
L.











***
















       - ILE ICH JEST?! - powtarza Blanca w czasie gdy Alex jest bliska płaczu w swojej kuchni z telefonem wciśniętym między ramię a policzek. Właśnie przygotowuje sobie posiłek a raczej kroi banana, którego ma zamiar wciągnąć z niedorzeczną ilością masła orzechowego.

       - Pięćset. To jakieś szaleństwo.

       - Ja pierdole, a mój Derek przyniósł mi dzisiaj Hummus z marketu. 

       Alex parska cichym śmiechem. 

       - Od kiedy ty lubisz Hummus?

       - Nie dobijaj mnie, okej? Ten facet już niedługo ma zostać moim mężem, przysięgam, że jeszcze jedna taka akcja i odwołuję ślub. A teraz serio, Jules. Co z tym zrobisz?

       Alex zastyga na chwilę w miejscu i oddycha ciężko. Właśnie, co z tym zrobi?

       - Nie mam pojęcia.

       - Podziękowałaś mu już?

       - Nie. Boże, Blanca, to jest chore. Dlaczego to zrobił? Ostatnim razem dałam mu wyraźnie do zrozumienia co myślę o tym wszystkim i...

       - … I potem on powiedział ci, że nie ma innej, wysłał kwiaty a ty znów masz na niego ochotę.

       - Mniej więcej. - przyznaje.

       - Masakra, to najbardziej pokręcona relacja o jakiej słyszałam. Już nadnaturalny Venom wydawał się bardziej prawdopodobny.

       - Dzięki.

       - Słuchaj, to że nagle zrobił się z niego taki romantyk nie zwalnia was od szczerej rozmowy. Spotkaj się z nim Alex i wyjaśnij na czym ma polegać wasza relacja. Postaw mu jasne granice, okej? Jeżeli się przyjaźnicie to się przyjaźnicie a nie sypiacie ze sobą i wysyłacie sobie prezenty.

       Gdyby to było takie łatwe...

       - Nie mogę z nim o tym gadać, bo pomyśli, że coś do niego czuję.

       - Bo czujesz kretynko. Boże, jesteś nastolatką? Nie wierzę, że prowadzę tę rozmowę... 

       Alex pociera czoło ze zmęczenia. Nie ma pojęcia co właśnie dzieje się w jej życiu, ale nie potrafi ignorować ciepłego uczucia, które rozlewa się po jej brzuchu, gdy przypomina sobie np. ten moment, w którym Louis przyniósł Maximusa do jej mieszkania i wszystko było takie... Takie dobre i odświeżające. Zwłaszcza po jej ostatnim związku. Albo gdy jechali razem na koncert Zimmera, ich randka na targu kwiatowym i po prostu... Wtedy czuła jakby miała coś za czym zdążyła się już cholernie stęsknić.

       Za uczuciem, że komuś mogłoby zależeć. 

       I choć, oczywiście, Alex doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to jednostronne to boi się usłyszeć to z jego ust.

       - Blanca to wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane.

       - Ponieważ sama to komplikujesz, wiesz o tym, prawda?

       - Wiem...










***










       - Już jutro wieczorem w Londynie odbędzie się druga edycja charytatywnego balu**** organizowanego przez fundację „Believe in Magic”, której ambasadorem jest Louis Tomlinson oraz jego przyjaciele z zespołu. Tegoroczna edycja wydaje się być jeszcze bardziej wyczekiwana, ponieważ zespół poinformował o premierze nowego singla! Bilety rozeszły się w godzinę, a na konto stowarzyszenia w ubiegłym roku wpłynęło pięć razy więcej środków niż kiedykolwiek. Jesteśmy zachwyceni heroiczną postawą artystów oraz chęcią niesienia pomocy potrzebującym! 


       Alex przycisza telewizor, kiedy dopakowuje do walizki ostatnie rzeczy. Nigdy nic nie wiadomo z angielską pogodą, więc pakuje nieprzyzwoitą ilość swetrów na ten krótki weekend. 
Lot zaplanowany jest na piętnastą i ma trwać czternaście godzin, więc na miejscu powinni być o czternastej czasu lokalnego. Na całe szczęście jest to prywatny samolot z kabiną sypialnianą, więc Alex marzy jedynie o tym by na cały ten czas zakopać się w miękkiej pościeli i unikać Louisa tak długo jak tylko się da. Nadal nie podziękowała mu za prezent... 

       Rozgląda się wokół, z żalem patrząc na puste miejsce na podłodze, gdzie zawsze stała klatka Maxi'ego. Blanca aż za bardzo przykolegowała się do króliczka i zabrała go już w południe, twierdząc, że maluch nie powinien być sam całą noc, ponieważ nie miałaby jak odebrać go w innych godzinach. Alex przytulała go przez dwadzieścia minut zanim zdruzgotana oddała go w ręce przyjaciółki. Już za nim tęskni.

       Godzinę później jest już na lotnisku i ubrana w najwygodniejszy dres jaki ma, kieruje się za Danielem – asystentem Arthura, który częściej robił za jej szofera, który prowadzi ją do poczekalni VIP, gdzie podobno wszyscy już są. Alex przełyka głośno ślinę, kiedy obejmuje ramię mężczyzny i idą razem między ludźmi czekającymi na własny lot. Kilkoro z nich zwraca na nią uwagę i słyszy kilka niewyraźnych szeptów, ponieważ tak. Kobieta w czapce i okularach słonecznych (w środku lata) z wysokim, ubranym w garnitur barczystym facetem może wzbudzać niemałe zainteresowanie. 

       - Cholera. - syczy pod nosem Daniel, a kiedy Alex chce podnieść na niego wzrok zostaje oślepiona błyskiem flesza.

       Paparazzi.

       I nagle robi się okropny tłok, wszyscy podchodzą obok a Daniel coś warczy o zachowaniu bezpiecznej przestrzeni. Mocniej zaciska uścisk wokół jego ramienia, gdy światła się robią coraz bardziej oślepiające a jej imię powtarzane jest tak wiele razy, że nie zdoła tego zliczyć. Żadne z nich jednak się nie odzywa i idą we dwoje w milczeniu nieznacznie przyspieszając. 

       - Alex, możesz tutaj spojrzeć?

       - Alex, zdejmij okulary proszę. 

       - Jak się czujesz przed lotem? 

       - Alex.

       - Tutaj! 

       Skręcają ostatni raz aż wreszcie Daniel otwiera jej drzwi a fotografowie rzucają krótkie „Dzięki Alex!”. Cóż, chociaż odrobina kultury.

       Pomieszczenie jest nieduże, ale ludzi wydaje się być wielu. Spokojnie dwudziestu, Alex nie zdąża ogarnąć ich wzrokiem, ponieważ od razu podchodzi do nich jakiś starszy mężczyzna i przedstawia się krótko. Okazuje się, że leci z nimi tylko Niall, ponieważ reszta już od jakiegoś czasu jest na Wyspach. Może to i lepiej?

       Paparazzi mają pozwolenie by fotografować ich w momencie wchodzenia na pokład, dlatego cała załoga (prócz Louisa) znajduje się już w samolocie. Oczywiście, że wszystko musi wyglądać wiarygodnie...

       Podchodzi do nich jeden z ochroniarzy Louisa i prowadzi ją w stronę głównego wyjścia. 

       Przedstawienie czas zacząć...

       Widzi go rozmawiającego z kilkorgiem mężczyzn zaraz przy wejściu (które jest przeszklone, więc Alex od razu domyśla się, że aparaty również mogą ich tu złapać), więc postanawia zacisnąć mocno zęby i podejść się przywitać jak na kulturalną osobę przystało. Wszyscy grzecznie jej odpowiadają, a Louis zostawia szybkiego buziaka na jej czole.

       - Musimy zrobić jeszcze jeden przystanek w Ottawie po około siedmiu godzinach. A później prosto na Heathrow. 

       A więc kierunek Ottawa.










***












       Niall ma kaca. Takiego naprawdę bardzo.

       - Ja pieprze, czuję się chyba jak ty w sobotę, Tomlinson. - mówi, znów przysysając się do swojej butelki. Siedzą na razie w pomieszczeniu głównym razem z czterema innymi mężczyznami (troje z nich to ochroniarze a o czwartym Alex zapomina) i rozmawiają o niczym. A właściwie to Alex i Niall rozmawiają w czasie gdy Louis tylko słucha i wtrąca się może dwa razy. Blondyn siedzi tuż naprzeciw nich i rozpacza co chwilę nostalgicznie wpatrując się w okno. Lot trwa może jakieś pół godziny a dziewczyna już ma dość.

       - Ta? W takim razie najgorsze jeszcze przed tobą. - odpowiada mu szatyn, nadal ze wzrokiem wbitym w jakąś gazetę. - Powodzenia.

       Milczą przez kolejną minutę aż wreszcie znów odzywa się Horan.

       - Nie no, nie wytrzymam, idę się położyć. - marudzi od razu wstając z miejsca i odrobinę się przy tym chwiejąc. - Obudźcie mnie w razie katastrofy, chciałbym chociaż być świadom swojej śmierci.

       - Tylko nie zabrudź pościeli. - śmieje się z niego Louis, ale Niall nie bardzo się tym przejmuje. Już rusza w stronę swojej sypialni, kiedy na oślep pokazuje w ich stronę środkowy palec.

       - Teraz nie muszę już patrzeć na twoją twarz, Tommo, więc może być już tylko lepiej!

       - Piliście wczoraj razem? - pyta trochę później Alex, kiedy cisza między nimi zaczyna robić się niezręczna. 

       - Naszemu kumplowi urodziła się córka. Szybko się zwinąłem, ale reszta odrobinę popłynęła. - wspomina mężczyzna z uśmiechem, spoglądając na nią ze swojego miejsca. - A co u ciebie?

       Ha, dobre.
       
       Alex sądzi, że to ten czas.

       - Wiesz... - zaczyna cicho by nikt inny nie mógł usłyszeć ich rozmowy. Louis obraca się do niej, skupiając całą swoją uwagę. Mimo tego Alex ucieka spojrzeniem z jego oczu, gdzieś na nogi i z powrotem. Nie sądziła, że będzie ją to tyle kosztować. - Chciałam podziękować za kwiaty to było... nie spodziewałam się.

       - W takim razie powinienem robić to częściej.

       - Nie, ja... Naprawdę nie uważam, że to dobry pomysł. - zdradza, wpatrując się w swoje dłonie. Czuje się trochę jak nastolatka, ale ma dopiero dwadzieścia dwa lata i naprawdę małe doświadczenie w sprawach sercowych. Miała jak dotąd na koncie jeden poważny związek i dwa przelotne dlatego nie jest przyzwyczajona do... czegoś takiego.

       - Ponieważ..?

       - Ponieważ to wszystko komplikuje. Przecież dobrze wiesz.

       - Co komplikuje? - pyta spod uniesionej brwi a Alex pęka serce, kiedy widzi cień rozbawienia plączącego się gdzieś po jego twarzy.

       I to jest jak nóż w plecy.

       - Idę spać. Dobranoc.









***













       O dwudziestej piętnaście Alex i Louis zatrzymują się przed głównym wejściem teatru, gdzie ma odbyć się dzisiejsza uroczystość. Dostali wcześniej harmonogram przyjęcia i aktorka doskonale wie co będzie się dziś działo. I choć naprawdę (naprawdę) próbuje się z tego cieszyć to nijak jej to wychodzi, kiedy nie może pozbyć się smutku z twarzy.

       Wie, że Louis to widzi, ale nic z tym nie robi. Alex przesiedziała cały lot w części sypialnianej i nawet zdecydowała się zjeść tam dwa posiłki. Z wiadomych względów.

       Ale teraz, kiedy prawie godzinę dojeżdżali na miejsce ich rozmowa opierała się na zupełnie neutralnych gruntach. Na szczęście.

       Alex korzysta ze swojego warsztatu i przykleja na usta sztuczny, szeroki uśmiech, kiedy wychodzą na czerwony dywan by zapozować do kilku zdjęć.












***











       Louis, Harry, Niall i Liam zniknęli piętnaście minut temu, żeby za kulisami zrobić małą próbę dźwięku. Jest dwudziesta druga jedenaście, czyli za dziewięć minut chłopcy powinni zagrać przedpremierowo swój nowy singiel. Jej obecność jest tutaj praktycznie zbędna, oprócz dodawania otuchy kilku dzieciom (tym starszym, które oglądały „Venom”) i dobrego wyglądu przy boku ambasadora fundacji. 

       Alex więc cierpliwie czeka. Widzi wokół siebie pięknie przystrojoną salę, wielu ważniejszych gości (głównie brytyjskich dlatego nie pamięta prawie żadnego nazwiska, o którym opowiadał jej Tomlinson), widzi przede wszystkim szczęśliwie i wyjątkowe buzie dzieci, które czekały na to cały rok. Widzi jak wizażystki malują im twarze, jak pozują do zdjęć, jak opowiadają o wszystkim o czym tylko mogą i jak dzielą się pozytywną energią nawet pomimo wszystkiego przez co muszą przechodzić. Alex nigdy nie była dotąd zbyt empatyczna, oczywiście zawsze pomagała gdy tylko zdarzała się okazja, ale teraz, kiedy widzi tych młodych, radosnych ludzi czuje w sercu wyrzuty sumienia. Powinna zrobić znacznie więcej, powinna wykorzystać swoją pozycję, to kim jest i swój wpływ właśnie w takim kierunku. Jest wzruszona.

       Czuje czyiś dotyk w dole swoich pleców, kiedy właśnie pije szampana i przygląda się tej uroczej pięciolatce, która żywo opowiada pozostałym o tym co robiła w te wakacje. Odruchowo odwraca się do tyłu, prawie wylewając na siebie drinka, ale na szczęście szybko uspokaja się widząc znajomą twarz.

       To Dylan Shaun, reżyser teledysku Justina, w którym brała udział. Zaraz, chwila... Co? 

       Ale tak, to Dylan Shaun. Ten sam wysoki, barczysty mężczyzna, z tą samą małą bródką i tym samym dobrym uśmiechem wchodzącym gdzieś do środka serca. Jest to jedna z takich osób, których posiadanie blisko przynosi same korzyści. Alex od razu przypomina sobie ich współpracę, gdzie mężczyzna troszczył się o jej wizerunek w klipie, o samopoczucie, pytał nawet o to czy nie ma zażaleń do scenariusza (na co czas minął na miesiąc od podpisania umowy). Naprawdę go polubiła.

       Rozmawiają dopóki muzyka nie zaczyna cichnąć albo jeszcze dłużej. Dylan opowiada żarty, z których Alex wybucha śmiechem może odrobinę zbyt głośno i zbyt oczywiście, ale to nie ma znaczenia. A potem stara się zignorować minimalne napięcie między nimi, gdy kładzie dłoń na jego ramieniu. 

       - Cieszę się, że cię poznałem, Alex. Jesteś naprawdę wspaniałą kobietą i mam nadzieję, że nasze drogi jeszcze kiedyś się zejdą.

       A później na scenę wchodzi zespół, światła lekko gasną przykrywając jej rumieniec i chęć powiedzenia wszystkiego o czym właśnie myśli.













       - … Dlatego jestem bardziej niż szczęśliwy móc stać tutaj po raz kolejny razem z moimi najlepszymi przyjaciółmi i po prostu być dla was. Jesteście wielką siłą, która napędza ludzi takich jak ja do bycia lepszym człowiekiem, do rozumienia więcej i do kochania bardziej. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie powiedzieć jak bardzo jestem wdzięczny za to czego mnie nauczyliście i na jak wiele rzeczy otworzyliście oczy. Jesteśmy z wami.

       Oklaski zaczynają huczeć jej w uszach. W sali jest około dwustu osób, które głośno pokazują jak bardzo trafiły do nich słowa Tomlinsona. Alex jest jedną z nich i zupełnie tak samo stara się ignorować małe, zapalające spojrzenie posłane prosto w jej stronę. Zamiast tego, przysuwa się odrobinę bliżej w stronę Dylana i pozwala by dokończył jej kolejną anegdotę szeptem, prosto do jej ucha.

       Naprawdę nie wie co nią kieruje.

       Albo wie, ale cholernie się tego wstydzi.

       - Ten utwór powstał niedawno. Napisaliśmy go pod wpływem bardzo wielu nowych doświadczeń, nowych uczuć i nowych prawd, które odkryliśmy w ciągu jakichś dwóch miesięcy. - Alex sztywnieje w połowie opowieści Daniela, wyostrzając zmysły na kolejne słowa Louisa ze sceny. 

       Dwa miesiące?!

       Dokładnie dwa miesiące temu Alex pojawiła się na czerwonym dywanie razem z Louisem, promując „Venom”.

       Dwa miesiące temu spotkali się po raz pierwszy.

       Oby nie chodziło o to o czym właśnie myśli.

       - Zrozumieliśmy, że czasami to nie wydarzenia wpływają na nasze życie i nie na tym musimy budować własny sukces i własną osobowość. Czasem poznanie jednej osoby, wymiana jednego spojrzenia i jednego dotyku może okazać się decydująca. Bez względu na to ile macie lat, ponieważ to was nie definiuje. Poznanie żadnej osoby nie jest przypadkowe i każdą taką wyjątkową znajomość należy pielęgnować. Chcemy przedstawić wam nowy utwór zatytułowany bardzo prosto, ale i bardzo wymownie. Zapraszamy do wysłuchania nowego singla Art.



       I już teraz, gdy muzyka nie zaczyna nawet grać Louis nuci prosto do mikrofonu.


Some people are artists. Some, themselves, are art. 



       I widzi dokładnie, w tamtym momencie, wzrok Louisa przeszywający ją na wskroś.



       W dodatku ledwo powstrzymuje gulę w gardle słysząc część Harry'ego śpiewającego o pięciuset czerwonych różach i Liama, proszącego o nic więcej poza kolejną szansą.

       Alex nawet nie ma niczego więcej.









__________________
Uwielbiam otwarte zakończenia, ponieważ zawsze gdzieś w głębi siebie liczę na to, że uda mi się stworzyć drugą część :)
Pozdrawiam was cieplutko i dziękuję, za to że statystyka wejść wciąż tu rośnie.
To niesamowite. Jesteście niesamowite :) 

3 comments

  1. Ty jesteś niesamowita :** Ten uczuć, gdy jesteś w klimacie i widząc tekst zaczynasz śpiewać "LWWY" xddd Tylko Ty potrafisz to ze mną robić :› I co tu się obszernie rozpisywać? Znowu odwaliłaś kawał DOBREJ roboty *-* Wyrabiasz się czasowo, odpisujesz na komentarze. Hmmm... zauroczyłaś mnie swoją osobą xdd Nie poddawaj się, pisz dalej, dodawaj rozdziały i ciesz się! (xddd) Uważam, że nie jest najważniejsze to, ile tysięcy osób będzie czytać twoje prace bez większego zainteresowania, a będą ważni ci czytelnicy, którzy zostaną do końca pomimo przerw i utrudnień. Myślę, że szybko uzbierasz taką swoją małą, sympatyczną grupkę czytelniczą, która będzie starać się Ciebie wspierać ������
    ~ W.S.M.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuje! : )

      Z wyrabianiem się czasowo to u mnie gorzej niż źle, ale cieszę się, że idzie ku lepszemu i wyrobiłam się z Venom tak jak planowałam. Zawsze odpisuję na komentarze, ponieważ to dla mnie bardzo ważne i mam nadzieję, że widać dzięki temu jak bardzo zależy mi na czytelnikach.
      Nie potrzebuję tysięcy, cieszę się z każdej pojedynczej osoby ;))

      Delete
    2. Tak, uwierz. Bardzo to widać �� Jeszcze nie spotkałam się z osobą, która tak często by się "integrowała" z czytelnikami. To pokazuje twoją dobrą stronę. Miłego dnia :***
      ~ W.S.M.

      Delete